Materializacja informacji biologicznej w postaci spadającej manny ?

bible-archeology-exodus-mt-karkom-sphinx-ark-of-covenant

Wielu z nas zagląda często na dziwne strony poświęcone niewyjaśnionym zagadką, dziwnym zdarzeniom czy niecodziennym fenomenom. Dlaczego wchodzimy na takie strony ? Powodów jest kilka, jednym z nich to ciekawość. Ciekawość to zachowanie polegające na nieświadomym pragnieniu poznania, poszukiwania lub badania. Ciekawość to także zachowania powodowane przez emocje, polegającego na dążeniu do poznania nowych rzeczy, będących siłą napędową badań naukowych i innych dyscyplin ludzkiej pracy.

Tak zwane wchodzenie na różne strony, oglądanie ciekawych filmów lub zajmiowanie się demonologią ufologiczną to nieświadome badania jakie każdy z nas prowadzi. Poprzez taką często skromną pracę naukową dążymy do odkrycia dotąd nieustalonych nowych zależności, których nikt wcześniej nie badał.

Jeżeli ktoś odkrył sam proces odkrywania i dziwienia się, to oznacza że „posiadł” coś niezwykłego, coś ulotnego. Proste pytanie „co to jest” może stać się dla wielu młodych ludzi początkiem drogi odkrywczej.

O czym opowiada tajemnica zawarta w biblijnych słowach o spadającej z nieba mannie ? Przypomnijmy że podczas wędrówki Izraelitów po pustyni zdarzyło się zjawisko określane terminem nauk psychotronicznych jako paranormalne. Czym jest zjawisko paranormalne ?

Zjawiska paranormalne to zgodnie z najnowszą terminologią:

„…anomalne zjawiska mentalne – umiejętność lub zjawiska, których istnienie nie zostało potwierdzone eksperymentem naukowym i których istnienie wydaje się sprzeczne z panującymi obecnie teoriami naukowymi…”

Oczywiście nie możemy powtórzyć, czyli odtworzyć zjawiska manny bo nie mamy takich mocy jak Stwórca. Sam zwrot „ anomalne zjawiska mentalne” jest niezwykle ciekawy. Co jest więc ukryte pod postacią manny ?!

Badanie naukowe rozpoczyna się od ustalenia tematu jako problemu naukowego. Problem naukowy nie musi być w każdym przypadku sprecyzowany dokładnie i niewzruszony. W tym miejscu naszego mikro badania określimy problem jako zjawisko spadającej nieznanej substancji, zmaterializowanej przez Stwórcę, Istotę Duchową. Przed przystąpieniem do badań, a już po zapoznaniu się z literaturą przedmiotu jaką jest Biblia i inne starożytne księgi poboczne, można jeszcze dokładniej sprecyzować problem badawczy, w naszym przypadku postawmy dokładniejsze pytanie, jakie zadanie miała spełniać tajemnicza substancja odżywcza – „manna” ?

Ci z państwa którzy nie znają jeszcze znaczenia tego słowa, będą zapewne zdziwieni gdy się dowiedzą co ono znaczy.

Biblia podaje ludową etymologię tego słowa, łącząc je ze zwrotem man-hu. W języku hebrajskim podobny jest on do zdania pytajnego ma hu, które znaczy „Co to jest?”. Etymologia ta, chociaż niedokładna z punktu widzenia filologicznego, była przyjęta już w czasach Nowego Testamentu. Jej świadectwem jest tłumaczenie starożytnego historyka żydowskiego Józefa Flawiusza: „Hebrajczycy nazywają ten pokarm manna, od słowa man, które w naszym języku jest wyrazem pytajnym, znaczącym: „Co to jest?”

Gathering manna Exodus 16:14-16

Biblia nie przedstawia pojawienia się manny jako czegoś normalnego. Nie było to zjawisko naturalne, ale pokarm z nieba i dar nadprzyrodzony. Z jednej strony autor biblijny opisuje dokładnie jej wygląd i smak: „Manna zaś była podobna do nasion kolendra i miała wygląd bdelium. Ludzie wychodzili i zbierali ją, potem mełli w ręcznych młynkach albo tłukli w moździerzach. Gotowali ją w garnkach lub robili z niej podpłomyki; smak miała taki jak ciasto na oleju. Gdy nocą opadała rosa na obóz, opadała równocześnie i manna”

Nie wiemy czy manna materializowała się ” na wysokości kilkudziesięciu metrów” czy może niżej. Nie wiemy także jakie miała inne własności, oprócz tamowania głodu, czy wpływała na wyszłych z Egiptu ludzi w inny, nieznany sposób ?

Może powodowała u części efekt duchowej ciekawości ? Miałby on zbawienne działanie na podróżujących, sprawiał by uczucia zainteresowania światem ducha.

Oddziaływać mogła więc manna na układ nerwowy, umysł, nakierowując ludzi na coś bardziej niezwykłego niż mogli sobie uświadomić w czasie marszu i postojów. Niebiański pokarm (informacja) powodować miała zaciekawienie czymś niewyjaśnionym, odciągać od trudów pustynnej tułaczki ?

W Księdze psalmów czytamy, że był to pokarm istot nadprzyrodzonych: „Człowiek spożywał chleb aniołów” (Psalmów 77,25).

Czyżby manna była na rozkaz Boga materializowana przez aniołów ?

Tissot_Moses_and_Joshua_in_the_Tabernacle

Co ma pokarm Aniołów do ludzi przemieszczających się przez piaszczysty ląd ? Ta niecodzienna strawa mogła i zapewne wpływała na cały organizm piechurów, na wszystkie elementy ich istnienia, mogła zmienić informacje zawartą w biologicznych organizmach ludzkich. Możliwe że była kondensacją informacji. Definicji informacji jest wiele, gdyż jest to termin używany w wielu dziedzinach. Znakomita większość z nich jednak zgodnie traktuje informację jako coś niematerialnego, co albo charakteryzuje prawdopodobieństwo zajścia (wyboru) zdarzenia, albo po prostu treść, która podlega przekazowi, więc manna była by w takim ujęciu zmaterializowaną informacją diałającą na biologiczne układy ludzi oraz stając się anomalnym zjawiskiem mentalnym.

Wspołczesna biologia chce uzyskać scaloną wiedzę o strukturze i działaniu złożonych systemow, jakimi są organizmy żywe, wyrobić o nich całościowy, syntetyczny obraz i choćby w części zrozumieć, na czym polega fenomen życia z jego rożnymi stanami (informacyjnymi, na przykład choroba). Złożony system biologiczny składa się z wielkiej liczby podjednostek (elementow, części), ktore wspołdziałają ze sobą.

biology-home

Biologia systemowa to dziedzina nauki zajmująca się badaniem złożonych oddziaływań występujących w systemach biologicznych, próbuje holistyczne, całościowo opisać komórkę jako system. Bada ona sieci interakcji pomiędzy genami i białkami. Naukowiec Nathan Blow w swoim artykule na temat powstających technologii badających interakcje wewnątrzkomórkowe pokazał kilka diagramów, które zdumiewają złożonością. Nawet uproszczone schematy szlaków białkowych wyglądają jak szczegółowe diagramy przepływowe dla dużego miasta. Natomiast Gordon Webster z firmy Plectix zajmujący się obrazowaniem zaawansowanych modeli biologiczno-technologicznych stwierdził, że:

„…biologia, która wyłania się z naszych modeli jest kombinatoryczną ekspresją tych wszystkich maszyn robiących swoje własne prace – tak, jak ma to miejsce w komórce…”

Nawet tak złożony model nie opowiada jednak całej historii. Jaka dynamika steruje tymi sieciami wzajemnych oddziaływań? Dlaczego tysiące tych maszyn robią to, co robią i oddziaływują ze sobą, jak oddziaływują? Blow dalej wyjaśnia:

„Aby zrozumieć dynamikę przepływu informacji w komórkach, badacze muszą nie tylko zgłębiać tajniki białek – białkowych sieci oddziaływań, ale muszą oni także zrozumieć oddziaływania białka-DNA, efekty działania mikroRNA i epigenetycznego wpływu na ekspresję genów oraz jak inne makromolekuły, takie jak metabolity oddziaływują na wynik sieci sygnalizacyjnych”.

To system jako całość determinuje finalny kształt komórki lub organizmu. Biorąc pod uwagę skalę problemu, biologia systemowa ma jeszcze długą drogę przed sobą. Dalej naukowcy ci starają się nam przedstawić strasznie skomplikowaną sieć przepływu informacji biologicznej w układach żywych. Wzajemne interakcje białek (proteonomika) angażuje złożone sprzężenia zwrotne i procesy regulatorowe. W tak złożonym systemie, śledzenie takiego przepływu informacji szybko staje się bardzo trudne. Jak wyjaśnia Blow:

„…Jasnym jest, że naukowcy zaczynają zmieniać sposób, w jaki patrzą oni na sieci sygnalizacyjne i przepływ informacji w komórkach…”.

Jaka jest złożoność problemu? Firma GeneGo zatrudnia 50 naukowców, by ci ręcznie wyszukiwali opublikowaną literaturę dotyczącą studiów nad wzajemnym oddziaływaniem białek, ekspresji genów, metabolizmu i oddziaływaniem leków. Literatura ta dodawana jest następnie do bazy danych, która obecnie zawiera ponad 120 tysięcy wielostopniowych szlaków oddziaływań.

To może obrazować skalę problemu, mianowicie modelowanie przepływu informacji w komórkach. Nathan Blow stwierdził dalej że:

“Jednak jeśli chodzi o zrozumienia najlepszego sposobu badania przepływu informacji w komórce, Mike Tyers z University of Edinburgh żartuje, że to jak porównywanie różnych stopni nieskończoności. Interesującą kwestią wypływającą z tych wszystkich studiów jest, że dopiero teraz staje się jasne, jak złożone są to systemy – różne sprzężenia zwrotne, jak i ich wzajemny wpływ na siebie w krzyżowym systemie regulacyjnym oraz adaptacje do zaburzeń. Proste modele ścieżek są olbrzymim uproszczeniem tego, co faktycznie zachodzi”.

Sieci sygnalizacyjne, szlaki, sprzężenia zwrotne, kombinatoryczna ekspresja, wielofazowe szlaki oddziaływań, odporność na zaburzenia, wzajemna regulacja, wyjątkowa złożoność, przepływ informacji – oto język współczesnej biologii. Nic w biologii nie ma sensu poza projektem. Nie znaczy to, że naukowcy zaangażowani w takie badania sami są zwolennikami teorii inteligentnego projektu. Znaczy to jednak, że metodolgia i język opisu bazujący na projekcie najlepiej wyraża biologiczną rzeczywistość, jest najlepszym narzędziem do jej badania.

heaven

Boski Projektant tworząc układy biologiczne takie jak człowiek, zapewne zna mechanizmy nim rządzące, wie jakiego pokarmu potrzeba danym jednostkom. Czy manna była regulatorem informacji biologicznej ludzi znajdujących się na terenie innych sił informacyjnych – duchowych ? Pamiętajmy, że spotkali oni na swej drodze hybrydy zwane olbrzymami.

Jezus Chrystus, DNA i Pismo Święte 2012 Edycja PL napisy

Dobre(18)Słabe(0)

Opinii: 6 do Materializacja informacji biologicznej w postaci spadającej manny ?

  1. Thot pisze:

    Biały proszek złota - panaceum i generator oświecenia.
    Od kilkunastu lat po świecie krążą opowieści o stworzeniu w chemicznym laboratorium pewnej substancji, która uzdrawia chorych, a zdrowych przenosi na wyższy poziom świadomości. W prasie i internecie pojawiają się
    artykuły o cudownych uzdrowieniach - i inne, które ostrzegają przed niebezpieczeństwem i oszustwem. Czym jest „biały proszek złota” Davida Hudsona - kamieniem filozoficznym, boską ambrozją, drzewem życia, poszukiwanym świętym gralem, magicznym lekiem Tolteków czy... kolejnym
    oszustwem? Jeśli chodzi o proszek złota, to substancja ta nazywana jest "ORME" i wątpliwe aby poza Prof. Włoczyńskim,ktoś ją w Polsce posiadał. Trzeba zawsze uważać na oszustów. W 1983 roku w prywatnym laboratorium Amerykanin, David Hudson, przypadkiem uzyskał niezwykłą substancję, której właściwości przeczyły prawom fizyki. Wszystko zaczęło się prozaicznie. Hudson był bogatym farmerem z Arizony, zajmującym się także
    odzyskiwaniem srebra i złota z tamtejszej gleby.
    Pewnego razu w trakcie pracy nad kolejną porcją gleby ludzie Hudsona natknęli się na pewną substancję, której nikt nie potrafił zidentyfikować. Przebadali ją w laboratorium. Otrzymali grudkę, która - według przyrządów do analizy - była stopem srebra i złota. Jednak ten stop był dziwny - metale te są miękkie, kowalne, można je walcować. Tymczasem kiedy tę próbkę umieszczono na stole i uderzono w nią młotkiem - rozprysła się jak szkło!
    Chemicy postanowili oddzielić chemicznie złoto od srebra i zbadać to, co zostanie. Analiza spektrometryczna wykazała, że pozostałością była mieszanina żelaza, krzemionki i aluminium. Jednak było to niemożliwe, gdyż tejsubstancji nie rozpuszczały najsilniejsze kwasy - nawet te, które dawały radę złotu. Czyli musiało być coś jeszcze. W laboratorium na Uniwersytecie Cornell na prośbę Hudsona wyizolowano z substancji te pierwiastki. Według naukowców nie powinno już nic pozostać - a tymczasem okazało się, że żelazo, krzemionka i aluminium stanowiły zaledwie 3% całej substancji. Po oddzieleniu pierwiastków naukowcy z Cornell rozłożyli ręce. To co zostało, nie poddawało się analizom spektrograficznym. Mieli do czynienia z jakąś nieznaną substancją.

    Dobre(3)Słabe(0)
  2. Thot pisze:

    Wizja niewiarygodnego bogactwa.
    David Hudson uparł się, że rozgryzie zagadkę. Dotarł do książki rosyjskich chemików, w której napisano, że aby otrzymać z jakiejś próbki ukryte w niej pierwiastki, trzeba ją wyżarzać w wielkiej temperaturze nie przez 15 sekund, jak się to robi standardowo, ale nawet przez 300 sekund. Hudson sfinansował więc budowę odpowiedniego urządzenia i rozpoczął wyżarzanie. Po pierwszych 15 sekundach pojawiły się znajome pierwiastki: żelazo, krzemionka i aluminium. Potem długo nic. Jednak na elektrodach nadal była jakaś śnieżnobiała substancja, więc czekano cierpliwie. Ukryte pierwiastki zaczęły się pojawiać po 70. sekundzie:
    najpierw pallad, potem platyna, następnie rod, iryd i osm. Najdroższe, najrzadziej spotykane metale z grupy platynowców.
    Hudson zrobił analizę ilościową pierwiastków w swojej próbce i doznał szoku: w jednej tonie materiału surowego było od 6-8 uncji (uncja to ok. 28 gram) palladu, 12-13 uncji platyny, 150 uncji osmu, 250 uncji
    rutenu, 600 uncji irydu i 800 uncji rodu. Pojawiła się przed nim wizja bogactwa - miał na swoich polach niewiarygodnie bogate złoża najdroższych pierwiastków: np. uncja złota kosztuje ok. 400 dol., a rodu aż 3000!
    Najpierw jednak musiał swój sposób pozyskiwania platynowców opatentować jako ORME - Orbitally Rearranged Monoatomic Elements (Jednoatomowe pierwiastki o przekształconych orbitach).Złożył więc w urzędzie patentowym wniosek. Ale urząd potrzebował bardziej dokładnych informacji na temat procesu przekształcania materiału wyjściowego do otrzymania białego proszku. I Hudson został zmuszony do rozwiązania pewnego problemu, z którym się borykał. Chodziło o to, że kiedy wystawiano biały proszek na działanie atmosfery, ten natychmiast zaczynał przybierać
    na wadze o 20-30 procent. Nie było to jednak skutkiem utlenienia - co sprawdzono. Gdy go podgrzewano do punktu zeszklenia i stawał się czarny - ważył 100%. Ale gdy przywracano mu śnieżnobiałą postać, ważył tylko
    56% pierwotnej wagi. Co oznaczało, że cała masa tam jest, tylko nie da się jej zważyć! Pewien naukowiec stwierdził nawet, że to dowód na to, że substancja... zakrzywia przestrzeń! W trakcie kolejnych eksperymentów
    naukowcy doszli do wniosku, że mają tu do czynienia z nadzwyczajnego rodzaju nadprzewodnikiem.

    Dobre(3)Słabe(0)
  3. Thot pisze:

    Materia, która zakrzywia przestrzeń. Nadprzewodniki to niezwykle ciekawe materiały. Są świętym graalem współczesnych fizyków. Gdy przykładamy
    do nich pole magnetyczne, wzbudzamy prąd, który płynie i płynie bez końca, jak w perpetuum mobile. Problem w tym, że na razie nikt nie potrafi zrobić nadprzewodnika, który działałby w temperaturze pokojowej. Ale ten dziwny biały proszek zachowywał się, jakby był nadprzewodnikiem!
    Hudson dowiedział się, że naukowcy z US Naval Research doszli do wniosku, że komórki w ciele - a zwłaszcza komórki mózgowe - porozumiewają się ze sobą jak nadprzewodniki i że między komórkami przepływa światło, a
    nie, jak mówi się powszechnie, prąd elektryczny. David Hudson dodał dwa do dwóch i postanowił sprawdzić, co otrzyma, jeśli spali zwierzęce tkanki mózgowe, oczyści i wyżarzy swoją metodą. Nawet się nie zdziwił, kiedy
    wyszło mu, że pięć procent suchej tkanki mózgowej stanowią rod i iryd w stanie wysokospinowym (wysokoenergetycznym). Nadprzewodniki.
    Wyciągnął z tego wniosek, że w naszym ciele nieustannie przepływa światło podtrzymujące nić naszego życia, a wokół ciała rozciąga się niespolaryzowane pole magnetyczne zwane polem Meissnera lub aurą.
    Eliksir zdrowia jako efekt uboczny. Do tego momentu David Hudson poruszał się w świecie nauk ścisłych - nawet jeśli brał pod uwagę teorie nieortodoksyjne, ale tylko one pomagały mu zrozumieć to, co działo się na jego oczach. Lecz pewnego dnia wkroczył w świat całkowicie mu nieznany, uznawany dotąd za przesądy i głupoty. Otóż wuj dał mu książkę pt.
    „Sekrety Alchemików” - ze słowami: przeczytaj, tam piszą o twoim białym proszku złota. Hudson książkę przeczytał i doszedł do wniosku, że opisany tam kamień filozoficzny, źródło światłości życia, był jego białym proszkiem złota. Co więcej, alchemicy twierdzili, że poprawia on komórki ciała, jest więc eliksirem zdrowia, młodości i nieśmiertelności.
    Przekazał więc próbki swojej substancji laboratorium Bristol-Myers-Squibb i otrzymał wyniki badań potwierdzające, że proszek wchodzi w reakcje z DNA, przywracając mu pierwotną, zdrową formę, likwidując po
    drodze wszelkie deformacje i choroby. Od tego był już tylko krok do eksperymentów na istotach żywych. Pierwszym pacjentem był chory na gorączkę kleszczową, gorączkę dolinną i wrzody pies, któremu żaden weterynarz nie mógł pomóc. Zastrzyki z roztworu białego proszku podawane przez kilkanaście dni wyleczyły zwierzaka. Potem byli ludzie chorzy na AIDS w stanie agonalnym. Wyzdrowieli... Hudson przyznaje też, że jednej kobiecie nie udało się pomóc. Jak twierdzi David Hudson, biały proszek złota nie jest jednak panaceum - to twór filozoficzny. Inaczej mówiąc -
    jego działanie polega na przywróceniu DNA do stanu idealnego. űe istnieje nie po to, by leczyć choroby, lecz by podnosić nasze umysły na wyższy poziom świadomości, ułatwiać oświecenie. Uleczenie ciała to tylko produkt
    uboczny...

    Dobre(3)Słabe(0)
  4. Thot pisze:

    Historię odkrycia przedstawiłam tu bardzo skrótowo - zainteresowanych szczegółami (niezwykle interesującymi,a nawet wstrząsającymi) odsyłam do cyklu wykładów Dawida Hudsona opublikowanych w polskiej edycji
    „Nexusa” (numery z lat 2002 i 2003) lub do tekstów angielskich w internecie. Kamień filozoficzny i starożytni bogowie.
    Niektórzy badacze odrzucają oficjalną historię starożytną ludzkości i próbują z mitów, legend i dogmatów religijnych złożyć w całość inną przeszłość naszego gatunku. Przyglądają się starożytnym przedmiotom,
    rysunkom, wczytują się w teksty - i wyciągają zupełnie inne wnioski niż uznani archeolodzy. Zecharia Stitchin - najbardziej znany z owych badaczy - propaguje wizję przeszłości, w której kosmici (czyli
    bogowie sumeryjscy) stworzyli ludzi, adamu, by dla nich pracowali. W tym samym świecie porusza się Laurence Gardner, który dla odmiany na warsztat wziął Stary Testament i zinterpretował go w świetle koncepcji Stitchina.
    Mam na myśli książkę pt. „Potomkowie Dawida i Jezusa” (wyd. Amber 2002).
    Przyznaję: niektóre rewolucyjne koncepcje Gardnera - zwłaszcza dotyczące istoty Boga, w którego wierzą żydzi i chrześcijanie - wydają się o wiele bardziej logiczne niż to, o czym nas uczą na lekcjach religii. Inne porażają czystym „chciejstwem”, naciąganiem faktów do własnej wizji. Ogólnie jednak ktoś sceptycznie nastawiony potraktuje tę historię alternatywną jak kolejną powieść fantastyczną. I nagle zdarza się coś, co sprawia, że zaczynamy się zastanawiać: a może ci heretycy nauki mają trochę racji? Tak jest w przypadku białego proszku złota.
    Otóż w starych świętych pismach sumeryjskich, egipskich, żydowskich oraz w Starym Testamencie istnieje mnóstwo odwołań do czegoś świętego, a czego nazwę tłumaczono (dość dziwnie) jako „co to jest”, a co po hebrajsku brzmi Ma-Na (manna?). Według teorii Stitchina-Gardnera, „co to jest” było substancją produkowaną przez sumeryjskich bogów, która dawała oświecenie, zdrowie i niezwykle długie życie. Bogowie karmili nią swoich ulubieńców, pierwszych ludzi-królów, a ci żyli po kilkaset lat (np. Adam żył ponoć 980 lat, jeśli wierzyć Staremu Testamentowi). Potem bogowie odeszli, skończyła się dostawa Ma-Na, ludzcy władcy żyli coraz krócej. Ale podobno niektórzy z nich byli przeszkoleni w produkcji Ma-Na. Nie był to ponoć oryginalny Gwiezdny Ogień Annunaki - substancja robiona z krwi miesięcznej bogini - ale i ta produkowana na ziemi z alchemicznego (czyli jednoatomowego)złota też spełniała swoje zadanie. Z czasem zapomniano, jak produkować Ma-Na. Nad odzyskaniem zapomnianej wiedzy przez wieki mozolili się alchemicy, próbując otrzymać kamień filozoficzny - biały proszek złota, z którego można zrobić eliksir zdrowia i nieśmiertelności. Który jest światłem życia i prowadzi do oświecenia. No cóż, kiedy współczesne odkrycia pasują do niektórych, wydawałoby się, szalonych koncepcji, zaczynamy się zastanawiać, które jeszcze mity okażą się prawdą. I czy to, co już wiemy, nie wystarcza, aby na nowo przyjrzeć
    się naszej przeszłości? Tylko że aby to zrobić - i wytrzymać konsekwencje - chyba wszyscy musielibyśmy zażyć duże dawki białego proszku złota.

    Dobre(3)Słabe(0)
  5. Thot pisze:

    Muzyka aniołów, seks i kundalini. David Hudson postanowił sprawdzić, jak duże dawki białego proszku złota podziałają na zdrowego człowieka - czy rzeczywiście wprowadzą go na wyższy stopień oświecenia. W eksperymencie wziął udział pewien mężczyzna (nazwisko nie zostało ujawnione). Zaczął przyjmować duże dawki jednoatomowego rodu i irydu - po 500 miligramów dziennie przez 30 dni, zgodnie z egipskim rytuałem przejścia. Po 5-6 dniach zaczął słyszeć w głowie dźwięk o wysokiej częstotliwości, który nie milkł nawet na chwilę, a który był tak potężny, że często zagłuszał
    inne dźwięki. (Podobno to ten dźwięk, który wschodni mistrzowie polecają znaleźć w swojej głowie podczas medytowania.) Przy czym dźwięk ten zupełnie mężczyźnie nie przeszkadzał, określał go nawet słowem „nektar”.
    Po 60 dniach od przyjęcia pierwszej dawki do dźwięku, coraz potężniejszego, doszły sny, objawienia i wizje. Mężczyzna twierdzi, że przychodzą do niego świetliste istoty, by go uczyć, a nawet uprawiać z nim miłość. Hudson uznał, że choć to dziwne, to nie niedorzeczne: kiedyś podobno ludzie kochali się z aniołami. Lecz to nie wszystko. Mężczyzna opowiadał, że zaczął miewać orgazmy - najpierw jeden dziennie, potem więcej, po kilkanaście. Były zupełnie poza jego kontrolą. Aż w końcu pewnego dnia poczuł, jak kolejny orgazm pojawił się w okolicach lędźwi i zaczął przesuwać się w górę poprzez kolejne czakramy, aż wreszcie wytrysnął czubkiem głowy. To zupełnie przypomina wspominane przez nauki wschodu przebudzenie kundalini - energetycznego węża, który
    śpi w każdym człowieku przy czakramie korzenia, a którego obudzenie ma nam dać oświecenie. Słynne Ryty Tybetańskie, których celem było zharmonizowanie czakramów w celu przywrócenia zdrowia i
    młodości, kończyły się Rytem Szóstym, seksualnym, którego odpowiednie wykonanie miało obudzić kundalini. Jednak nieprzygotowani do oświecenia mogli nawet stracić rozum. Hudson twierdzi, że próbował zainteresować swoim panaceum firmy farmaceutyczne. Bez skutku. No cóż - to akurat (o ile Hudson mówi prawdę i całą prawdę) jest zrozumiałe. Produkowanie BPZ jako „lekarstwa ostatecznego” rozłożyłoby na łopatki cały wielki przemysł.

    Sporo jeszcze o Maanie pokarmie bogów opisuje Jan Udo Holey w swoich książkach, są tam zawarte ciekawostki na temat tego że ludzkie ciało jak i mózg zawiera ponad 5% metali szlachetnych, złoto, platyna, rod i inne. Które to mają ogromny wpływ na przetwarzanie neuronowe i myślenie, a nawet przekładają się na telepatię i uzdrawianie, leczenie organizmu za pomocą myśli. Spożywamy te metale szlachetne w owocach, warzywach, wodzie pitnej w małych ilościach, przecież każdego dnia i nie zdajemy sobie z tego nawet sprawy. Głęboko z ziemi korzenie pobierają te minerały, aż transportują do swoich liści, owoców. Może dlatego bogom tak potrzebne było ziemskie złoto i ponad 300 tys lat temu założyli pierwszą kolonię kopalnie w celu wydobywania tych metali szlachetny, a my jesteśmy tylko przypadkową hybrydą, aby oni nie pracowali tylko my za nich.

    Dobre(3)Słabe(0)
  6. Roni Tornado pisze:

    Thot, kundalini nie ma nic wspólnego z orgazmem. Kundalini to odczucie energetyczne, a orgazm pochodzi od gęsto usytuowanych receptorów nerwowych w organach rozrodczych.

    Dobre(0)Słabe(0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>