„a nam księża każą głupiemi być” – ἐξήγησις eksegesis

Wszystkim zainteresowanym prehistorią, zwłaszcza tajemnicami jakie kodowali w ich mało zrozumiałych tekstach, rysunkach, rzezbach, symbolach i budowlach starożytni kapłani znane jest słowo „egzegeza”. Jest to słowo z języka greckiego: ἐξήγησις eksegesis i znaczy wyjaśnienie, wyprowadzenie, badanie oraz krytyczną interpretacja tekstów, zwłaszcza świętych i utworów hagiograficznych (opowiadających o żywotach świętych). Egzegeza jest więc sztuką rozumienia i wykładni ukrytych w utworach prawd, alegorii, symbolicznych kodów sensów teologicznych; poznawania warstwy metaforycznej. Niestety często prowadzi do zaprzeczenia historyczności przekazywanych zapisanych starożytnych sytuacji, stąd niektórzy wysnuli twierdzenia, że historyczny Jezus to tylko symbol, że chrześcijanie – katolicy powinni wierzyć w jakiegoś „Jezusa uniwesalnego”, itp.

Wielu zabrnęło już tak daleko w gąszcz symboli i ukrytych kodów Pisma Świętego, że straciło poczucie historycznego autentyzmu, a co gorsze wiary w nadprzyrodzone zdarzenia zmartwychwstania ! „A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach.” 1 List do Koryntian 15:17. Termin egzegeza używany jest często w sensie węższym w odniesieniu do egzegezy biblijnej, jest ważną częścią zarówno judaistycznych, np. egzegeza rabinistyczna (Midrasz, Kabała, Talmud), jak i chrześcijańskich studiów teologicznych, np. krytyka biblijna, historia form etc.

Istnieje wiele teorii na temat zawartości Biblii, jakie tajemnice zostały tam zakodowane, kto i dlaczego spisał tą cudowną Księgę, i czy tak naprawdę jest natchniona przez Istotę Nadprzyrodzoną – Stwórcę. Z pośród licznych dziwnych hipotez należy wspomnieć słowa pewnego egiptologa, który podejrzewa, że oficjalnego wielkiego „Wyjścia” nie było, że chylący się ku upadkowi starożytny Egipt (i moce za nim stojące) stworzył całą tą (symboliczną) opowieść, by wszelkie tajemnice ówczesnych kontaktów duchowych z bytami wyższymi zostały zakodowane w Torze, a ta zostać miała „wyniesiona” przez jednego z kapłanów, tzw. Mojżesza. Miała to być specjalna misja by ten przekazał ją (świętą wiedzę) dalej dla przyszłej nowej cywilizacji, opartej o system Jednego Bóstwa, prawdziwej skrywanej religii (części) egipskich kapłanów.

obelisk-of-shalmaneser-iii-with-jehu-highlighted

Pewne echa tej teorii ciągle widać, u niektórych katolickich teologów, twierdzą oni, że w rzeczywistości mamy do czynienia z ogromnymi tajemnicami, których ludzie tej epoki (prostaczkowie zapatrzeni w TVN-y) nie są zdolni zrozumieć, że Święte Przesłanie powinno pozostać tylko w rękach odpowiednich uczonych – biblistów, i tylko oni powinni być uprawnieni do wydawania sądów na te tematy.

„Ponieważ lektura Biblii skłaniała lud chrześcijański do wyciągania wniosków odmiennych od nauki kościelnej hierarchii, uznano, że najlepiej będzie jeśli Pismo pozostanie księgą nieznaną prostaczkom, a jej interpretacja i wykład należeć będzie wyłącznie do kleru. W Europie Zachodniej można było zginąć na stosie za samo posiadanie fragmentów Pisma Świętego, takich jak Dziesięć Przykazań, czy modlitwy Ojcze Nasz. Gdy Wycliffe dokonał przekładu na język angielski, arcybiskup Arundel w liście do papieża Jana XXIII napisał: ,, ten wstrętny i zapowietrzony osobnik o złym imieniu — John Wycliffe, syn starodawnego węża, prawdziwy zwiastun i dziecię antychrysta […] aby dopełnić miary swej złości, postanowił zabrać się za nowe tłumaczenie Pism na język ojczysty. ” Niecałe dwa stulecia później Papież Pius IV stwierdził „ Doświadczenie bowiem wykazało, że jeśli Biblia jest dostępna w języku ludowym wszystkim bez różnicy, powstaje stąd wskutek ludzkiej lekkomyślności więcej szkody niż pożytku (plus detrimenti quam utilitiatis) ” i zabronił laikom czytania Biblii bez specjalnego zezwolenia wydanego przez biskupa lub inkwizytora….

Na sejmiku w Środzie Wielkopolskiej (1534 rok) szlachta skarżyła się: „ Item prosiemy, aby nam księża nie bronili imprymować po polsku historyj, kronik, praw naszych, i też inszych rzeczy, a zwłaszcza o Biblią. Abowiem każą sobie bić rzeczy rozmaite, a czemu też nie mają bić naszym językiem? Tu też wielka nam krzywda się widzi od księży, abowiem każdy język ma swym językiem pisma, a nam księża każą głupiemi być.

 Michael_Dudash_Living_Water_700

Chcielibyśmy państwu zaproponować urywek niezwykle ciekawej egzegezy (tajemnej nauki związanej z artykułem pt.: „Każdy ma prawo być człowiekiem ?„), analizy biblijnej sytuacji spotkania osoby Zbawiciela ze starożytną kobietą.

 maxresdefault

„W opisie spotkania Jezusa z Samarytanką chodzi przede wszystkim o samoobjawienie się Chrystusa. Ma to związek z pojawiającymi się w tekście określeniami chrystologicznymi. W całym wydarzeniu objawienie dokonuje się stopniowo. Znajduje to odzwierciedlenie w określeniach nadawanych Jezusowi: „Żyd”, „większy od ojca naszego, Jakuba”, „Prorok”, „Mesjasz”. Przy końcu opowiadania Jezus nazywany został „Zbawicielem świata”. Chcę zakreślić perspektywę ciągłego przekraczania przez Samarytankę rozumienia rzeczywistości związanej z osobą Jezusa.

0 T

Spotkanie Jezusa z Samarytanką

Jezus opuszcza Judeę w związku z napięciami jakie miały miejsce pomiędzy Nim a sanhedrynem i faryzeuszami. Zmierzał do Galilei, gdzie ich wpływy były mniejsze. Przechodząc przez Samarię wybrał najkrótsza drogę. Przejście tego dystansu zajmowało około trzech dni. Stąd nie dziwi fakt, że studnia Jakuba w pobliżu samarytańskiego miasta Sychar służyła za miejsce wypoczynku dla strudzonych podróżnych. Uczniowie oddalają się do miasta samarytańskiego zakupić żywności. W tym czasie nadchodzi Samarytanka, która spotyka Jezusa. Wtedy następuje dialog między nimi.

 Nadejście kobiety jest dość zagadkowe w kontekście kilku okoliczności, jakie temu towarzyszą. Po pierwsze, jak informuje nas Ewangelista, „było to koło szóstej godziny”, a więc samo południe, w czas największej spiekoty słonecznej. Wprawdzie obraz kobiety wędrującej po wodę nie był niczym wyjątkowym, ponieważ należało to do ich zwyczajnych, codziennych obowiązków, jednak najczęściej wychodziły po wodę późnym popołudniem lub wieczorem. Po drugie, nasza bohaterka pokonuje drogę z miasta do studni, mimo że w samym mieście również znajduje się studnia. „Nie ulega wątpliwości, że była ona wyrzutkiem i że była na ustach wszystkich. Sam fakt czerpania wody z tej odległej studni świadczy dostatecznie o tym, jak unikała swoich sąsiadów i jak oni jej unikali”. Było to niewątpliwie związane z kwestią owych pięciu mężów o których wspomina autor Ewangelii i najprawdopodobniej jej niemoralnego sposobu prowadzenia się.

 Nie ulega zatem wątpliwości, że jej sytuacja jest bardzo skomplikowana i nietypowa. Wypadki pięciokrotnego zawierania małżeństw nie były w judaizmie i u Samarytan częste, a nawet były bardzo źle widziane. Prawo Żydowskie pozwalało jedynie na dwukrotne, maksymalnie trzykrotne małżeństwo. Prawdopodobnie więc i Samarytan, którzy byli nie mniej pobożni i rygorystyczni, obowiązywała ta zasada. Jednak w praktyce zdarzały się wyjątki, co widać na przykładzie owej Samarytanki. Zatem jej obecne małżeństwo byłoby bezprawne. Samarytanka jest w pełni świadoma swojego grzesznego postępowania, a także krytycznego nastawienia pozostałych mieszkańców miasta, z którego przyszła.

Rozpoczęty przez Jezusa temat prawdziwych mężów kobiety sprowokuje ją do wyznania, że jest on prorokiem, o czym będzie mowa w trzecim punkcie. Teraz natomiast zatrzymujemy się nadal na opisie tego wydarzenia. Samarytanka podchodzi do tej rozmowy według ówczesnych konwenansów. W związku z istniejącą wrogością pomiędzy Samarytanami i Żydami prośba Jezusa o wodę całkowicie ją zaskoczyła. Dziwi się, że On, Żyd, rozmawia z nią, kobietą pochodzącą z Samarii. Można w doświadczeniu tego spotkania wyróżnić dwa poziomy: spotkanie Jezusa, Żyda, mężczyzny z kobietą oraz spotkanie Jezusa, Żyda z Samarytanką.

maxresdefault4ghfdsg

Bohaterka naszej perykopy jest zaskoczona prośbą Jezusa. Trudno się dziwić, gdy się weźmie pod uwagę kontekst społeczno-kulturowy tego spotkania. Żydzi w ogóle z wielką rezerwą odnosili się do kobiet. A już na pewno nauczyciele żydowscy przestrzegali przed bezpośrednimi spotkaniami z kobietą w miejscach publicznych „Przepis rabinistyczny brzmiał: «niech nikt nie rozmawia na ulicy z kobietą, nawet ze swoją żoną». Rabini tak gardzili kobietami i uważali je za do tego stopnia niezdolne do przyjęcia prawdziwego nauczania, że «lepiej jest spalić słowa Zakonu, aniżeli przekazać je kobiecie», mawiali, a także: «Kto przedłuża rozmowę z kobietą, przysparza sobie szkody, odstępuje od Zakonu i w końcu odziedziczy ogień piekielny.

Nauczyciele żydowscy ostrzegali przed prowadzeniem zbyt długich rozmów z kobietami także ze względu na możliwość zaciągnięcia nieczystości rytualnej. W przypadku Samarytanek to sugerowali ich unikanie, gdyż, według nich, były one nieczyste od chwili urodzenia z powodu nieustannej menstruacji. Z tradycji żydowskiej pochodzi następująca sentencja „Kto je chleb [pochodzący] od Samarytanina jest jak ten, kto je mięso świni”. Znaczyło to, że taka osoba jest całkowicie nieczysta, gdyż spożyła mięso ze świni, zaliczanej prze Torę do zwierząt nieczystych. Kobieta, z którą rozmawia Jezus pochodziła właśnie z Samarii. A jak informuje nas sam Ewangelista, Żydzi i Samarytanie „unikają się nawzajem”.

Całe zatem zdarzenie ewangeliczne można spuentować następująco: Ze względu na moralną przeszłość kobiety, w powiązaniu z tym, że jest Samarytanką i w ogóle kobietą, jest ona, najbardziej nieprawdopodobnym partnerem rozmowy z Jezusem. Stąd bierze się jej zdziwienie, gdy Jezus prosi ją o wodę. Zrozumiała w takich okolicznościach staje się także reakcja uczniów, gdy po ich powrocie z miasta zastają ich rozmawiających ze sobą. Ten negatywny kontekst spotkania mimo wszystko stwarza Samarytance możliwość otwarcia. Można powiedzieć, że to negatywne doświadczenie nie zagłusza w niej pragnień. Wręcz przeciwnie staje się w jej przypadku drogą do otwarcia. Dzieje się tak dlatego, że Jezus przełamuje wszystkie bariery nacjonalizmu i ortodoksyjnych obyczajów żydowskich, a jego orędzie przybiera charakter uniwersalny.

Kobieta od samego początku rozmowy zachowuje pewną rezerwę w stosunku do swego rozmówcy. Podobnie zdziwienie uczniów, którzy nadchodzą i widzą, że ich mistrz rozmawia z kobietą pochodzącą z Samarii, świadczy o ich uprzedzeniu. Zupełnie inaczej zachowuje się Jezus. Ta Jego otwartość w spotkani z Samarytanką powoduje, że także u niej następuje otwarcie jej poznawczych horyzontów. Można powiedzieć, że pomiędzy otwartością Jezusa a otwartością kobiety ma miejsce relacja zależności.

Jezus sugeruje, że może Samarytance dać „wodę żywą”. Wstępnie można powiedzieć, że chodzi tu o wodę źródlaną, nie pochodząca z cystern. Jednak, jak słusznie zauważa kobieta, Jezus nie miał czerpaka. W Samarytance rodzi się pytanie: „Czy ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba?”. „Kobieta stawia pytanie, które mimo, że zabarwione sceptycyzmem, czyni ją otwartą na pewną możliwość”. Zaczyna przypuszczać, że Jezus mówi o innej, nowej studni. Ale tylko ktoś większy, lub przynajmniej równy Jakubowi, mógłby ofiarować podobny dar. Następuje tutaj zwrot sytuacji. Kobieta zaczyna rozumieć, że Jezus nie mówi o wodzie z tej oto studni, przy której toczy się rozmowa. Spostrzegła, że chodzi o symboliczne znaczenie „wody żywej” i prosi o nią: „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać”. W tym normalnym doświadczeniu rozmowy kobieta odkrywa, że jej rozmówca jest kimś wyjątkowym i istotnie kimś większym od Jakuba. Następuje otwarcie. Ten moment otwarcia będzie jeszcze bardziej widoczny w analizie pragnienia „wody żywej”, o którym szerzej będzie mowa w podrozdziale drugim.

geteteewart

Samarytanka dostrzega, że Jezus jest prorokiem, a nawet Mesjaszem, ale jest to już tematyzacja jej transcendentalnego doświadczenia, dlatego od strony formalnej jest to już trzeci krok w rahnerowskiej metodzie. Tutaj chodzi jedynie o sam fakt przekraczania przez kobietę uprzedzeń i otwarcia się na tajemnicę. Interesuje mnie moment wychodzenia poza to, co zamyka się jedynie w owym prozaicznym spotkaniu z Jezusem, wędrowcem, który prosi ją o wodę.

 Jezus, mówiąc do kobiety „Idź, zawołaj swego męża”, dotyka bardzo intymnej sfery jej życia. Niewiasta zrozumiała przez to, że posiada On pełną wiedzę na temat jej sytuacji życiowej. I nawet jeśli zaskoczona tym nadal nie rozumiała w pełni całego wydarzenia, to wiedziała, że dane jej jest rozmawiać z prorokiem. Mamy świadectwa Starego Testamentu o tym, że prorocy byli postrzegani jako ci, którzy udzielali informacji niedostępnych dla innych ( 1 Samuela 9, 9. 20). Chodziło o takie poznanie nadnaturalne, które pozwalało widzieć przyszłość, bądź odkrywać najgłębsze sekrety człowieka. W tym przypadku mamy do czynienia właśnie z tym drugim rozumieniem wyjątkowych zdolności właściwych dla proroka.

Na tym nie koniec. „Oto jaki proces musiał przebiegać w jej umyśle: mówiła sobie: «Jestem grzeszna w obliczu Boga, muszę więc złożyć Bogu ofiarę za mój grzech. Tę ofiarę muszę przynieść do domu Bożego, aby pojednać się z Bogiem. Gdzie więc mam ją złożyć?» Dla niej bowiem, jak dla wszystkich jej współczesnych, jedynym lekarstwem na grzech była ofiara. Problem jej polegał na tym, że nie była pewna, gdzie ją złożyć? Tym razem nie zależało jej na dyskusji o wyższości świątyni na Górze Gerazim w porównaniu do wyższości świątyni w Jerozolimie, na Górze Syjon. Chciała wiedzieć, gdzie może znaleźć Boga”. Widzimy więc tutaj radykalne otwarcie się na transcendencję. Co zauważyłem wcześniej jej doświadczenie, mimo, że całkowicie negatywne, bo związane z grzechem i odrzuceniem przez współziomków, staje się fundamentem doświadczenia transcendentalnego.

5-jesus-and-samaritan-woman-well4

Nie zapominajmy jednak, że dialog odbywa się ciągle na tle etniczno-religinych waśni. Stąd podtrzymany zostaje temat miejsca kultu, który należał do podstawowych problemów spornych między Żydami i Samarytanami. Chodziło o to, czy należy czcić Boga na Górze Gerizim, czy też w Jerozolimie. Samarytanka, pytając o prawdziwe miejsce kultu, oczekiwała, że Jezus jako prorok rozwiąże jej wątpliwości.

Jezus, zapowiadając nowy sposób oddawania czci Bogu „w Duchu i prawdzie” „przesuwa centrum uwagi z właściwego miejsca kultu na właściwe znaczenie kultu”. Ta nowa jakość życia religijnego jest bezpośrednio związana z osobą Jezusa, który jest spełnieniem religijnych oczekiwań tak Żydów, jak i Samarytan i przez to prowadza czasy mesjańskie. Jezus, oceniając obecny stan kultu, zdecydowanie wykracza poza kompetencje proroka. Samarytanka zauważa to i po wyznaniu, że Jezus jest prorokiem, rodzi się w niej intuicja, która każe jej przypuszczać, że jest On Mesjaszem, co wyartykułowała w rozmowie z innymi mieszkańcami swego miasta. Jest to odpowiedź na deklarację samego Jezusa.

Kobieta zdaje się sprowadzać jego działalność do rozwiązywania sporów i zagadnień kultowych. Nie dziwi nas to, gdyż Samarytanie oczekiwali na Mesjasza, który miał przywrócić prawdziwy kult i zapewnić pogłębienie życia religijnego. Odwoływali się przy tym do tekstu z Księgi Powtórzonego Prawa 18, 15-19 a także Księgi Liczb 24, 15-17, gdzie mowa jest o tajemniczym „Taheb”. Słowo to pochodzi najprawdopodobniej od aramejskiego rdzenia czasownika „powrócić”. Dlatego może ono określać „tego, który powróci” lub „przywróci właściwy kult”. Niewiasta zrozumiała objawienie Jezusa i Jego potwierdzenie jako spełnienie tamtej zapowiedzi i odkryła, że to właśnie Jezus, ten przypadkowo spotkany przy studni Żyd, jest Mesjaszem.

W tej optyce samo przejście Jezusa z Jerozolimy do Galilei zachowuje swój sens geograficzny. Wyraża także myśl teologiczną. Nowy kult „w duchu i prawdzie” ma charakter uniwersalny, wykraczający poza granice narodowe, etniczne czy religijne. Ten uniwersalizm ukazuje następny tytuł jaki zostaje przypisany Jezusowi. Zdanie, „zbawienie bierze początek od Żydów” jest prawdziwe w tym sensie, ze sam Jezus jest Żydem. Ale Jego osoby nie da się jedynie streścić w tytułach prorok i Mesjasz[48]. Potrzebny jest następny krok. Dlatego pada kolejna deklaracja.

Nawrócenie Samarytan stanowi punkt kulminacyjny spotkania. Następuje odkrycie, że Jezus jest „Zbawicielem świata”. W ten sposób samarytańskie oczekiwania mesjańskie znalazły swoje wypełnienie w Chrystusie. Mimo, że deklaracja ta pada z ust Samarytan, jest punktem szczytowym rozmowy Jezusa z kobietą. Już w Starym Testamencie Bóg nazywany był Bogiem zbawienia, Zbawicielem, Bogiem zbawiającym. Określenie „Zbawiciel” było także dość powszechnie używane w religii helleńsko-pogańskiej, Grecy nazywali tak Zeusa, nadawali ten tytuł także innym bogom, zwłaszcza leczącym. Posługiwano się nim także w kulcie cesarzy, których wprost nazywano zbawicielami świata. Władca obdarzony tym tytułem miał przez swoje działanie zaprowadzić na świecie porządek, czyniąc w ten sposób życie ludzkie szczęśliwym. Tenże porządek widziano w perspektywie polityczno-kosmicznej, stąd zrodziły się tendencje zmierzające do deifikacji władcy. W obu tych przypadkach określenie to oznaczało interwencję dobroczynną, przynoszącą wybawienie, pokój i zdrowie.

2-jesus-and-samaritan-woman-well1

„W świetle tego możliwe, że Jan chce powiedzieć: Oto wszystko o czym marzyliście, do czego dążyliście i na co czekaliście spełniło się ostatecznie w Jezusie”. Już nie oczekiwano zbawienia świata od żadnego władcy politycznego, dlatego że to Jezus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie przyniósł zbawienie, które posiada charakter uniwersalny i kosmiczny. Określenie Jezusa jako Zbawiciela mimo, że pada ze strony Samarytan, staje się także pośrednio wyznaniem Samarytanki. Wyznanie jej współziomków jest streszczeniem tej drogi, którą przeszła ona sama. „Przyszedł Jezus i zbawił ją w dwojakim sensie: Uzdolnił do zerwania z przeszłością i otworzył przed nią nową przyszłość. Dlatego nie ma innego tytułu, który mógłby określić Jezusa ponad tytuł Zbawiciela świata”.

Jezus, Żyd, bo tak na początku rozmowy postrzegała Go Samarytanka, która odkrywa w Nim ciągle „kogoś więcej”, staje się jedyną odpowiedzią na oczekiwania jej samej i Samarytan. Pokonuje w ten sposób drogę przekraczania w rozumieniu osoby Jezusa. Jest On kimś więcej, niż uważany za ojca narodu, patriarcha Jakub. Specyfiki Jego osoby nie można też streścić w słowie prorok, który widzi rzeczy zakryte. On jest wypełnieniem oczekiwań związanych z Mesjaszem, a nawet daleko bardziej przewyższa te oczekiwania. Dopiero wyrażenie „Zbawca świata” „jest wyznaniem wiary, odpowiedzią na objawienie się Jezusa jako daru i dawcy zbawienia, sumą wszystkiego, co odnosi się do obietnicy powszechnego zbawienia danej przez Jezusa”.

Jesus at Jacob's Well

Doświadczenie spotkania i odkrycia kim jest Jezus prowokuje Samarytankę do świadectwa. „Samartanie zostali przedstawieni Chrystusowi przez Samarytankę”. Albo lepiej powiedzieć Samarytanka przedstawiła Samarytanom Chrystusa. Dlaczego było to możliwe. Rahner mógłby odpowiedzieć na to pytanie: ponieważ doświadczenie nadprzyrodzoności jest powszechne[56]. Rahner mówi o jego powszechności w tym sensie, że jest ono właściwe całemu rodzajowi ludzkiemu. I rzeczywiście, wiara Samarytanki prowadzi pozostałych mieszkańców również do wiary. Z pewnością opis doświadczenia każdego z nich byłby zupełnie różny. Mimo że, każde pojedyncze doświadczenie konkretnego człowieka ma swoją specyfikę, w konsekwencji i tak prowadzi do odkrycia powszechnych pragnień miłości, spełnienia, szczęścia.
W tym doświadczeniu każdy człowiek w sposób niestematyzowany posiada intuicję dotyczącą istnienia Boga. Wpisuje się to w dyskusję we współczesnej teologii fundamentalnej na temat tzw. „dowodu na istnienie Boga”. Taki dowód po pierwsze nie jest w ogóle możliwy, a po drugie, z punktu widzenia teologii transcendentalnej, nie jest potrzebny, bo w każdym wpisana jest perspektywa transcendentalna.

Powstaje jednak pytanie, co sprawia, że ta niestematyzowana intuacja zostaje określona, nazwana? Na podstawie przeanalizowanego tekstu J 4, 1-42 można powiedzieć, że w przypadku Samarytanki jest to spotkanie Jezusa, a w przypadku Samarytan jej świadectwo, które prowadzi do spotkania. Wiara Samarytanki staje się „zaraźliwa”. Jednak nie może ono zastąpić osobistego kontaktu z Jezusem. „Niewiasta przekazuje jedynie to, co zobaczyła i czego doznała, Jezus działa łaską i Duchem, pociągając ku Ojcu Niebieskiemu”.

Otwartość na nadprzyrodzoność jest, jeżeli można tak powiedzieć, stalą skłonnością człowieka. Inaczej mówiąc, człowiek jest istotą religijną. Droga, którą pokonuje Samarytanka jest osadzona w czasie. Na pytanie, co powoduje otwarcie perspektyw, odkrycie w nas „transcendentalnych możliwości” można odpowiedzieć, że powszechność doświadczenia transcendentalnego. Uwzględniając ten porządek czasowy nasuwa się pytanie: co decyduje o tym, że to atematyczne, pierwotne „doświadczenie” Boga zostaje w pewnym momencie wypełnione treścią? Mówiąc inaczej, co decyduje o tym, że człowiek w bardzo konkretnym momencie zaczyna wierzyć w Boga? W badanych przeze mnie źródłach Rahner nie zastanawia się nad tą kwestią. Nie rozstrzygając jej teraz można jednak domniemywać, że odpowiedź na to pytanie leży po stronie łaski. A ponieważ zagadnienie to całkowicie wybiega poza ramy tej pracy, sprawę tę pozostawiam otwartą.”

woman_at_the_well

Israel In Ancient Egypt – Archaeological Proof

Archaeology confirms Bible- 3,000 year old Hebrew text discovery

Dobre(106)Słabe(1)

Jedna opinia do „a nam księża każą głupiemi być” – ἐξήγησις eksegesis

  1. tomasz26 napisał(a):

    czy Jezus chodził do świątyń słuchać i celebrować nauki faryzeuszy ,czy strofować ich z obłudy i zakłamania wobec boga ..ludzie chodzą do świątyń z myślą ze tam przebywa bóg .czy to może narzucona tzw tradycja i złe przyzwyczajenia.? boga można spotkać wszędzie nawet jak w załączonym tekście przy studni... "Panie, wielu jest wokół studni, a w studni nie ma nikogo

    Dobre(5)Słabe(1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.