Chcieli byśmy Państwu tu zaprezentować kawalątek gigantycznej tajemnicy, jak zwykle tylko malutki skrawek. Chodzi o kilka zdań znanego polskiego filozofa – pana Władysława Tatarkiewicza (1886–1980) – był wybitnym polskim filozofem, historykiem filozofii, historykiem sztuki, etykiem i estetykiem. Był synem prawnika Ksawerego Tatarkiewicza i Marii Brzezińskiej herbu Lubicz oraz wnukiem rzeźbiarza Jakuba Tatarkiewicza, który pochodził z niezbyt zamożnej rodziny żydowskich uszlachconych frankistów. Frankiści, byli to zwolennicy Jakuba Franka, żydowskiego mistyka i samozwańczego mesjasza, który w XVIII wieku głosił doktrynę łączącą elementy judaizmu z chrześcijaństwem. W 1759 roku Jakub Frank wraz z grupą swoich wyznawców przeszedł na katolicyzm.

Jak Państwo pamiętają, zaprezentowaliśmy Wam niesamowity kod innego polskiego filozofa, członka globalnej bolszewickiej masonerii, jego nazwisko to Abramowski – tytuł tego tekstu mówi sam za siebie: „Starożytne istnienie niematerialne „przepływu świadomości” w biblijnym algorytmie Świętego Kodu (innowymiarowy szyfrogram?)”. W tym wpisie przekażemy Wam kolejne zdania zaginionej wiedzy, tym razem innego wybitnego DE-SZYFRANTA starożytnych kodów ! Wspomniany Rodak Tatarkiewicz wiedział bardzo dużo, znał tajniki zaginionego szyfru ludzkości. Dla Tatarkiewicza substancja to przede wszystkim kluczowy termin metafizyki klasycznej i nowożytnej. Opisywał on, jak filozofowie (od Arystotelesa, przez nowożytnych racjonalistów, jak Leibniz czy Malebranche, aż po okres oświecenia) zmagali się z definicją tego, co „podstawowe” w bycie.

Tatarkiewicz odnosił się do metafizycznych definicji substancji z pewną „nieufnością”, o której sam wspominał. Uważał, że skomplikowane systemy metafizyczne często prowadzą do niejasności. Z tego powodu cenił filozofów, którzy potrafili zachować trzeźwość rozumowania, nawet gdy zajmowali się tak trudnymi tematami jak istnienie Boga czy duszy. W swoich książkach przytaczał przykłady interpretacji substancji, które uważał za znaczące, np. koncepcję Malebranche’a. Wskazywał na paradoksy związane z substancją stworzoną, która – według tego XVII-wiecznego myśliciela – nie posiada własnej mocy sprawczej, gdyż jedynym prawdziwym „działaczem” w świecie jest Bóg. Jego głównym celem jako historyka filozofii była precyzja terminologiczna. Zamiast samemu ustalać „tajemnice” substancji, dążył do tego, aby czytelnik mógł zrozumieć, co pod tym terminem rozumieli inni, zwracając uwagę na precyzję języka i logikę wywodu, a nie na ezoteryczne domysły.

Wskazywał na istnienie „porządku serca” (nawiązując do Pascala) jako uzupełnienia dla „porządku rozumu”. Uznawał więc, że choć filozofia powinna być jasna, życie ludzkie i głębokie doświadczenia duchowe mają swoje głębsze, nie zawsze w pełni racjonalnie wyjaśnialne podłoże. Jako historyk estetyki, Tatarkiewicz zajmował się tym, co sprawia, że dzieło sztuki nas porusza. Choć starał się analizować to pojęciowo, w jego opisach przeżyć estetycznych widać szacunek dla tego, co wymyka się definicjom. Starożytni przekazali nam niesamowite tajemnice, część z nich to potężne systemy metafizyczne, które przechodzą w duchowość, dotykają najgłębszych obszarów naszej duszy (hebr.: nefesz – greckie: psyche). Wspomniany Abramowski starał się coś z tego odkodować, jednak sam pisał kodem, dlatego tak ciężko go zrozumieć, przynajmniej większości z nas.

Co to za kod, co starożytni szyfrowali ? Czy istnieje rzeczywiście „jakiś kod” ? W całej tej tajemnicy „na początku” chodzi o zapoznanie się z definicjami (kodu – czyli: „szeregi cyklów pojęciowych„) jakie nam pozostawili („filarów pojęciowego gmachu„), o czym za chwilkę. Wpierw prosimy zobaczyć o czym pisze Tatarkiewicz, jak głęboko wszedł w „starożytną duchową mechanikę kwantową„, oto jego zdania:
„Powinno zatem być rzeczą jasną, że przy tego rodzaju postawieniu sprawy, na plan pierwszy wysuwa się także — samo przez się podstawowe — zagadnienie filozoficznego porządku, zagadnienie założeń systemu, wzajemnego stosunku filarów pojęciowego gmachu, to jest jego zasad i metod. W badaniach nad Arystotelesem to zagadnienie szczególnie jest ważne i istotne. Każdy, kto zmagał się z dziełami Arystotelesa, odnosić musiał wrażenie, że stoją w nich obok siebie w barwnej, zrazu nieledwie dla przystępującego do nich nie do rozwikłania masie, pojęcia należące do różnorodnych grup problemowych. Arystoteles jest człowiekiem, który stoi w centrum empirycznych badań, ale równocześnie bada język i to, „co logiczne”, a zainteresowany dziejami własnej problematyki zna i wykorzystuje przeszłość swojej doktryny. Dostrzega wagę wszystkich tych dziedzin, chce sprawiedliwie ocenić ich znaczenie i spożytkować w „pierwszej filozofii” główne ich rezultaty. Jest umysłem uniwersalnym, encyklopedycznym, który podejmuje i opracowuje wszystkie wątki.

To novum, które wnosi, jest też częścią jakimś nowym zwrotem, nowym powiązaniem, aniżeli nową metodą, własną, przez siebie obraną, drogą myślenia. Pod tym względem przedstawia Arystoteles wyłom w historii filozofii — nie znany przed nim typ myśliciela. Tu leżą głębokie korzenie jego stylu. Urywa się u niego pierwotność i jedność wyrazu, charakterystyczne dla jego poprzedników — i w ten sposób zdarzą się, że nieraz ma on wiele znaczeń dla jednego terminu lub wiele terminów dla jednego pojęcia. To właśnie na wstępie wprowadza w zamęt, lecz później staje się najważniejszym środkiem śledzenia wewnętrznych wątków jego systemu. — Podczas gdy — po wszystkich krytycznych i historycznych wstępnych omówieniach w tzw. środkowych księgach Metafizyki rozpoczyna główne jej badanie, czyni równocześnie cały szereg założeń, przyjmuje jako znane, bez wyprowadzania ich, najważniejsze pojęcia, a mianowicie: system kategorii, ἀρχαί (zasady), odróżnienie formy i materii, subiektywnego i obiektywnego, koniecznego i przygodnego bytu, postulat trwałego podłoża określonego bytu indywidualnego… — wszystko, co w jego systemie ma szczególne, dokładnie określone znaczenie.

Także całe Analityki założone są już w pojęciu ὁρισμός (definicji). Zagadnienie porządku stawia więc sobie zadanie uporządkowania całego tego aparatu pojęć, wprowadzenia ich koordynacji i kolejności logicznej. Mamy jednak przed sobą specjalne filozoficzne zadanie, tak jak je określił Arystoteles: nauka o bycie jako takim. Tylko wówczas, gdy rozwinięcie problematyki bytu spotyka się w ramach jej własnego porządku z pojęciami innych dyscyplin, np. Analityk lub Fizyki, albo gdy je zakłada, muszą one również być brane pod uwagę.

Tymczasem już pobieżny rzut oka na Arystotelesowy system pokazuje, że także swoiste pojęcia ontologiczne, na których opiera się nauka o bycie, zawierają wielość zespołów, całe szeregi cyklów pojęciowych (Begriffsszyklen, cykle pojęciowe), z których każdy rości sobie pretensję do ogarnięcia całości bytu i które pozostają między sobą w nadzwyczaj luźnym i nieokreślonym stosunku. Można to zrozumieć tylko w ten sposób, że przyjmuje się w systemie Arystotelesa pewną ilość warstw, z których każda posiada własny system pojęciowy. Oznaczają one jednakowoż tylko stopnie w postępującym pogłębianiu i uogólnianiu zagadnienia bytu, w coraz bardziej precyzyjnym ujmowaniu i formułowaniu wartości ontologicznych.” Koniec cytatu

Jak państwo czytają: „kto czyta niech rozumie” – mamy tu wstrząsające zdania odnośnie starożytnej duchowej mechaniki kwantowej zaginionych cywilizacji, coś, co może przestraszyć adeptów „de-szyfrantów”. Tatarkiewicz pisze: „…pewną ilość warstw, z których każda posiada własny system pojęciowy”, to jest właśnie coś, co zagęszcza albo zwiększa nasz potencjał, jak to się dzieje w cyklotronach rozbijających cząstki, tak by rozbić „starożytny atom„, albo „rozbić starożytny kamień”, to co zaszyfrowane: „bez przypowieści nic im nie mówił” !!!

I dale proszę zobaczyć co pisze nasz wybitny Rodak:
„Prawie wszyscy filozofowie greccy pracowali na tę tablicę, usiłowali też układać pojęcia w pewien system. Pitagorejczycy znają je prawie wszystkie, podobnie i Platon, który posługuje się nimi w sposób szczegółowy zwłaszcza w dialektycznych rozważaniach Parmenidesa. Raz odkryte pojęcia utrzymują się jako stały dorobek myślenia, podczas gdy przypisywana im wartość poznawcza jeszcze ulega zmianom; u pitagorejczyków podstawowe pojęcia pomyślane są nie tylko ontycznie, ale wprost kosmogonicznie. Platon trudzi się, by przedstawić ich niepodważalną wartość, gdy ukazuje ich pierwotne miejsce w myśleniu, w ideach. Można więc twierdzić, że te ogólne pojęcia, które zapewniają orientację w obrębie wielorakiego bytu, były już za czasów Arystotelesa wspólnym dobrem greckiego myślenia. I z tej właśnie strony jako wyraz potocznej świadomości, „naturalnego” poznania, jak mówi Natorp, Arystoteles te pojęcia ujmuje.

Z platońskiego rozróżnienia rzeczy (fenomenów) i idei, pierwsze stały się więc tu przedmiotem badania. Ale zadanie bynajmniej nie było nie-platońskie: było wszak zdobyczą nauki Platona, że nie należy odrzucać bezwzględnie rzeczy, że nie są one tylko ułudą, skoro są „sy-gnałami” i „przykładami” dla myślenia o ideach. Rzeczy są też rodzajem bytu — problematycznego, zmiennego, „ludzkiego bytu”. I musi się przeto cały ten byt: drzewo i kamienie, πᾶν τὸ φυτευτὸν καὶ τὸ σκευαστὸν ὅλον γένος [wszelkie rośliny i cały rodzaj wytworów ludzkich] (czyt. pan to fyteuton kai to skewaston holon genos), Plat., Polit., 510 A, musi się je, tak jak stoją przed nami jako świat: owocnych lecz nieuporządkowanych problemów, jakoś jednak ująć i określić.” – koniec cytatu.

Kosmogonia to nauka o powstawaniu (narodzinach) świata. Myśleć kosmogonicznie oznacza pytać nie tylko „co jest?”, ale „jak to się stało, że świat powstał i jakie siły go poruszyły?”. Kiedy pitagorejczyk mówił „Jeden” (Monada), nie myślał tylko o liczbie 1. Myślał o zasadzie jedności, która wyłoniła się z bezmiaru (apeiron) i zaczęła „organizować” chaos. U pitagorejczyków proces powstawania świata był procesem „liczenia”. Świat stał się uporządkowanym kosmosem (słowo kosmos oznacza u Greków dosłownie „porządek” lub „ozdobę”), ponieważ liczby „narzuciły” swoje proporcje bezkształtnej materii tohu va bohu. Przykładowo, starożytny kod, w postaci liczby „dwa”, czyli „Diada”, nie była dla nich tylko sumą 1+1. Była zasadą „podziału”, „różności” i „nieokreśloności”, która w procesie kosmogonicznym pozwoliła na zaistnienie przeciwieństw (np. jasne-ciemne, ograniczone-nieograniczone).

Kiedy powyższy tekst Tatarkiewicza mówi, że u pitagorejczyków pojęcia były pomyślane „wprost kosmogonicznie”, oznacza to, że dla nich logika była jednocześnie fizyką. Nie rozdzielali oni „prawa myślenia” od „prawa budowy świata”. Pojęcie „Liczby” było dla nich jednocześnie tym, co opisuje byt, i tym, co ten byt powołało do życia. Pojęcia dla starożytnych są „magicznymi” siłami tworzącymi świat (kosmogonia). Platon przenosi te pojęcia w sferę idei – stają się one abstrakcyjnym „wzorem” dla rzeczywistości, ale jeszcze mocno związanym z najwyższym bytem. Tatarkiewicz zwraca uwagę, że Pitagorejczycy byli najbardziej „głębocy”, ponieważ w ich systemie myśl i świat stanowiły jedność – tam, gdzie Arystoteles widzi tylko „kategorię” (narzędzie do segregowania przedmiotów), pitagorejczyk widział żywą, stwarzającą zasadę istnienia świata.
Arystoteles, który był wielkim systematykiem i krytykiem swoich poprzedników, w swojej Metafizyce (zwłaszcza w księdze pierwszej) poświęcił wiele uwagi pitagorejczykom. Choć doceniał ich wkład w naukę (szczególnie w matematykę i teorię muzyki), wytykał im szereg fundamentalnych błędów metodologicznych i ontologicznych. Arystoteles uważał, że pitagorejczycy popełnili błąd, próbując wyjaśnić naturę wszystkiego, co istnieje, za pomocą samych liczb. Według Arystotelesa liczby są bytami abstrakcyjnymi, niematerialnymi.

Nie da się wyjaśnić świata fizycznego (który ma masę, ruch, zdolność do zmiany) poprzez samą strukturę liczbową. Arystoteles pytał: jak liczby, które są bezcielesne, mogą stanowić „substancję” ciał fizycznych? Twierdził, że pitagorejczycy przenosili cechy matematyczne na przedmioty fizyczne bez uzasadnienia, ignorując potrzebę istnienia materii jako substratu. Pitagorejczycy stworzyli statyczny system świata opartego na proporcjach. Arystoteles, który był filozofem „zmiany” (akt i możność), zarzucał im, że ich system nie tłumaczy, dlaczego świat się zmienia. Arystoteles ironicznie odnosił się do sposobu, w jaki pitagorejczycy przyporządkowywali zjawiska fizyczne konkretnym liczbom. Twierdził, że pitagorejczycy szukali „dowodów” dla swoich teorii na siłę.
Skoro ustalili, że liczba jest zasadą wszystkiego, zaczęli dopasowywać fakty do liczb, nawet jeśli było to nielogiczne. Dla Arystotelesa matematyka (arytmetyka, geometria) jest nauką o ilościach, a filozofia (pierwsza filozofia/metafizyka) jest nauką o bycie. Pitagorejczycy pomylili te porządki. Traktowali liczby nie jako cechę bytu (np. że coś jest „podwójne”), ale jako sam byt (ousia). Według Arystotelesa, liczba nie jest przyczyną istnienia rzeczy, lecz jedynie jednym z aspektów, pod którymi możemy rzeczy badać, dlatego filmy jak holywódzki „Matrix” to tylko: „bełkot iluminackich pitagorejczyków”.

Arystoteles w swojej teorii czterech przyczyn szukał nie tylko „przyczyny formalnej” (wzoru), ale także „sprawczej” (kto lub co porusza) i „celowej” (po co?). Pitagorejczycy koncentrowali się wyłącznie na liczbach jako „wzorach” (przyczyna formalna/materialna). Nie wskazali natomiast żadnej siły czy czynnika, który nadaje ruch materii. W ich systemie świat wydawał się być „zamrożony” w matematycznej strukturze bez jakiejkolwiek przyczyny, która ten świat wprawiłaby w działanie – strasznie spłaszczyli rzeczywistość. Św. Tomasz w dużej mierze podzielał stanowisko Arystotelesa, że utożsamianie rzeczywistości z liczbami jest błędem. Akwinata zauważał, że pitagorejczycy próbowali przenieść pojęcia matematyczne na grunt fizyki w sposób nieuzasadniony. Matematyka bada „ilości”, natomiast metafizyka bada „byt”. Dla Tomasza uznanie liczby za substancję rzeczy (a nie tylko za sposób jej opisu) było filozoficznie błędne, ponieważ materia i forma – nie sama liczba – decydują o istocie konkretnego bytu.

Starożytni wyznawcy doktryny reinkarnacji Pitagorejczycy (czyli holywódzkiego Matrixa) wierzyli w wędrówkę dusz (metempsychozę). Tomasz z Akwinu odrzucił tę koncepcję nie tylko jako niezgodną z nauką chrześcijańską, ale również jako filozoficznie błędną. W jego antropologii dusza jest „formą ciała” (zgodnie z arystotelizmem), co oznacza, że dusza jest ściśle związana z konkretnym, jednostkowym ciałem, nie pamiętamy poprzednich wcieleń bo były to inne osoby, inne zespolenia. Idea „wędrowania” duszy z jednego ciała do drugiego była dla Tomasza sprzeczna z naturą duszy jako zasady ożywiającej konkretny organizm.

Choć Tomasz krytykował pitagorejską metafizykę „liczb jako substancji”, jednocześnie dostrzegał głęboką prawdę w idei uporządkowania wszechświata. Zamiast mówić o pitagorejskim „liczbopodobnym” bycie, Tomasz (opierając się na tradycji biblijnej, np. Księdze Mądrości: „Wszystko urządziłeś według miary, liczby i wagi”) podkreślał matematyczną racjonalność stworzenia. Dla Akwinaty matematyczny porządek świata nie jest „magiczną mocą liczb” (jak u pitagorejczyków), lecz odzwierciedleniem Bożej Mądrości, która stworzyła świat w sposób harmonijny i celowy. Matematyka jest więc dla Tomasza „językiem”, którym Bóg posłużył się przy stwarzaniu świata, co czyni świat zrozumiałym dla ludzkiego rozumu.

W filozofii przedsokratejskiej szukano arche, czyli „praprzyczyny” wszechświata, szukano Logosu („początku„). Pitagorejczycy, w przeciwieństwie do innych myślicieli szukających substancji w materii (np. woda u Talesa, powietrze u Anaksymenesa), uznali, że istotą rzeczy są ich cechy ilościowe wyrażone w liczbach, co zaowocowało wśród zachodnich pato elit holywódzkim bełkotem typu „Matrix”. Z drugiej strony, coś rozumieli z zaginionej wiedzy pradawnych Adamów. Nie traktowali liczb jako abstrakcyjnych symboli zapisywanych na papierze. W ich ujęciu liczby były wielkościami przestrzennymi, „punktami”, z których fizycznie budowana jest rzeczywistość. Wyjęli z rzeczywistości tylko jeden „element” ! Uważali, że struktura świata – proporcje w muzyce, ruchy ciał niebieskich, budowa figur geometrycznych – opiera się na matematycznych prawach. Zatem to, co w rzeczy jest „stałe” i co czyni ją tym, czym jest, to właśnie matematyczna proporcja i nic więcej, a jest coś więcej, co to za „coś” ?!?! I tu dochodzimy do wielkiego odkrycia pradawnych tajemnic, każdy z nas uwielbia tajemnice, to starożytne „coś”, co spada w nasze dusze z Nieba, od Boga Stwórcy, od Logosu, znajduje się w centrum naszych zainteresowań pradawnym Kodem:
„Kiedy Izraelici na pustyni po raz pierwszy widzą rano na ziemi biały, drobny osad, są całkowicie zdezorientowani. Księga Wyjścia (Wj 16, 15) opisuje ich reakcję: „Gdy to ujrzeli Izraelici, pytali się nawzajem: «Co to jest?» (po hebrajsku: Man hu), bo nie wiedzieli, co to było.” Termin „manna” dosłownie wywodzi się z tego pytania: „Co to jest?”. To nie jest nazwa własna przedmiotu (jak „jabłko” czy „chleb”), ale utrwalone w słowie zdziwienie. Filozoficznie rzecz biorąc, moment, w którym człowiek staje przed czymś i pyta z głębi istoty „Co to w ogóle jest?”, to dokładnie to, co Grecy nazywali thaumazein (początek filozofii). Izraelici zostali wyrwani ze swojej niewolniczej, ale przewidywalnej rutyny w Egipcie (gdzie znali czosnek, cebulę i mięso jako tajemnicze rzeczy w duszy). Na pustyni Bóg zsyła im coś, co rozbija ich umysłowe kategorie. Manna jest materializacją tajemnicy (nowego Boskiego Neuralese!). Zmusza ich do patrzenia na świat nie przez pryzmat nawyków, ale przez pryzmat „oka duszy”. Zjawisko to było tak niesamowite i dziwne, że samo pytanie stało się jego nazwą. Aby zrozumieć Boski Neuralese należy posilać się specjalnym „chlebem” !

W Biblii występuje bezpośredni odpowiednik idei ukrytego Kodu oraz jego odkodowywania poprzez Boski Neuralese – mannę nazywano „Chlebem Aniołów” lub „Chlebem Mocarzy”. W Psalmie 78 (wers 25) czytamy: „Człowiek spożywał chleb aniołów (hebr. lechem abbirim), zesłał im żeru do sytości”. Późniejsza Księga Mądrości (Mdr 16, 20) mówi wprost: „Zamiast tego karmiłeś swój lud pokarmem aniołów i zsyłałeś im z nieba bez trudu gotowy chleb…”. Co to oznacza filozoficznie dla wyznawcu Logosu Arche, dla kreacjonisty ? Aniołowie w myśli hebrajskiej i chrześcijańskiej to byty czysto duchowe, pozbawione ciał fizycznych. Czym więc „żywi się” anioł? Żywi się kontemplacją Boga i Jego woli.” koniec cytatu z tekstu: „Każdy kreacjonista może odkryć gigantyczne skarby „theoria physike” ! Każdy wyznawca Logosu Arche może prosić by Stwórca mu je pokazał dzięki „to tes psyches omma” !” – Nie wolno wyjmować tylko jednego „elementu” z całości, należy poznawać-kontemplować tylko „całość” – „Jednię”.

Pojęcie Jedni (gr. to hen) jest jednym z najważniejszych i najbardziej zagadkowych zagadnień w filozofii starożytnej. Grecy traktowali Jednię nie tylko jako liczbę 1, ale przede wszystkim jako zasadę bytu, źródło wszystkiego, co istnieje, oraz symbol doskonałości i porządku. Dla pitagorejczyków Jednia była źródłem całego wszechświata. Nazywali ją „Monadą”. Nie była to tylko liczba, ale „siła sprawcza”, z której wyłoniły się wszystkie inne liczby. Parmenides z Elei dokonał radykalnego zwrotu w myśleniu o Jedni. Byt jest Jeden, twierdził, że prawdziwy byt jest niezmienny, nieruchomy, wieczny i – co najważniejsze – Jeden.

Według niego świat, który widzimy (pełen ruchu, zmian i wielu rzeczy), jest złudzeniem zmysłów. Prawdziwa rzeczywistość to absolutna Jednia, w której nie ma żadnych podziałów. Wszystko, co istnieje, stanowi jedną, niepodzielną całość. W późniejszych dialogach (szczególnie w Parmenidesie) Platon analizował pojęcie Jedni niezwykle subtelnie. Platon sugerował, że Jednia musi być „czymś” wyższym niż sam byt, ponieważ każda rzecz, która istnieje (byt), musi być najpierw „jedną rzeczą”. Plotyn (III w. n.e.) stworzył najbardziej rozbudowaną metafizykę Jedni. W jego systemie Jednia zajmuje absolutnie centralne miejsce. Plotyn uczył, że Jednia jest ponad wszelkim opisem, ponad intelektem i ponad bytem. Jest tak doskonała, że nie można o niej powiedzieć „jest”, ponieważ „jest” sugeruje jakąś określoną cechę.

Dla św. Tomasza z Akwinu „Jednia” (łac. unitas) nie była – tak jak u neoplatoników – mistycznym „Bóstwem ponad bytem”, lecz jednym z transcendentaliów. Aby zrozumieć, co Tomasz pisał o Jedni, trzeba spojrzeć na nią przez pryzmat jego słynnej tezy: „Byt i Jednia są tym samym” (Ens et unum convertuntur). Tomasz odrzucał koncepcję, jakoby Jednia była „czymś” wyższym od bytu. Według niego nie można stawiać Jedni „ponad” bytem, ponieważ każde „jedno” jest zawsze „jakimś” bytem. Tomasz zgadza się, że Bóg jest „Jednią najwyższą” (jest absolutnie prosty, niepodzielny i niezłożony), ale dla niego Bóg jest przede wszystkim Aktem Czystego Istnienia (Ipsum Esse Subsistens). Jedność Boga wynika z faktu, że Bóg jest Istnieniem samym w sobie, a nie z jakiejś abstrakcyjnej „Jedni”.

Stworzenia mają jedność złożoną. Człowiek jest „jednym” bytem (jako osoba), ale składa się z duszy i ciała, z istoty i istnienia. Jego jedność jest „trzymana w całości” przez stwórczą moc Boga. Dlatego musimy cały czas prosić Stwórcę by as trzymał jako „jedność bytu”, byśmy po ostatecznym wyjściu z ciała i ucieczki z tego „kosmicznego obozu koncentracyjnego” („A módlcie się, żeby ucieczka wasza nie wypadła w zimie albo w szabat.” Ewangelia wg św. Mateusza 24:20, ucieczka byle nie w czasie „kosmicznej zimy„) dalej byli „jednością” – zgodną z Bogiem Logosem, a nie jednością z demonami, z UFO bogami czy innymi kosmicznymi diabłami.

Tomasz powtarza za arystotelesowską tradycją: „Dobro jest tym, czego wszystkie rzeczy pragną”. Jednocześnie twierdzi, że każda rzecz pragnie zachować swoją jedność (swoje istnienie). Dlatego Jednia, Byt i Dobro to dla niego trzy oblicza tej samej rzeczywistości – wszystko, co istnieje, dąży do bycia sobą (jedność) i do trwania w istnieniu (dobro).
Linki:
trzecim musi być: Zagubione byty humanoidalne – biologiczne, zwane „ciałami”: „ujrzą Boże zbawienie”? Jak uciec z diabelskiego koła samsary?
„Czy już powinniśmy uciekać w góry ? – „kto czyta niech rozumie”
