Polska z XII wieku przypomina tą z XXI – odeprzeć atak nowego MkUltra

Polacy

Rewolucja jaka ogarnęła świat cywilizacji zachodniej ma wiele wymiarów. Poprzez media, kulturę, technologię i duchowość dociera do ludzkich umysłów, by następnie trafić do duszy, jeśli te dwie rzeczy są jakoś od siebie oddzielone. Polska państwowość od samych swoich początków jest katolicka. Bez katolicyzmu nie istnieli byśmy jako zorganizowane państwo. To nie jest jakieś założenie, to jest historia. Z faktami się nie dyskutuje. Rewolucja globalistów, o której wspomnieliśmy, ma za zadanie wymazanie chrześcijaństwa ze sfery ludzkiej świadomości, zgodnie z dyrektywami „Nowego Mk-Ultra„. W to miejsce zostanie zamontowany inny system, ogólnoświatowa religia okultystyczno – ufonautyczna. Jej świadomymi, bądz mniej świadomymi, wyznawcami są grupy starające się obalić rząd PiSu. Wielu Polaków głośno mówi, że wykonują polecenia globalnych graczy, tych którzy są nadzorowani i którymi steruje anioł czeluści: „Mają nad sobą króla – anioła Czeluści;  imię jego po hebrajsku: ABADDON, a w greckim języku ma imię APOLLYON” Apokalipsa 9:11

Dowodów istnienia wiary elity w Abaddona jest wiele. Ostatnimi czasy portal Innemedium zaprezentował satanistyczny napój, odwołujący się wprost do symboliki Apollyona. Jedno z wielu narzędzi „Nowego Mk-Ultra”. Partia PiS rozpoczęła w Polsce delikatne zmiany. Są naprawdę niewielkie. Od 80 lat nie istniejemy jako wolny i suwerenny Naród, a jednak nawet te drobne posunięcia, mające przywrócić jako taką normalność, są na celowniku polskojęzycznych rewolucjonistów, pomagierów wyznawców istoty z czeluści. Gdyby rządzili w Polsce ludzie pokroju Mariana Kowalskiego, pana Chojeckiego, a najlepiej księdza Natanka, dobre zmiany nastąpiły by błyskawicznie, nie musieli byśmy oglądać dziś polskojęzycznego majdanu. Oczywiście wpierw musieli by odwołać bardzo niebezpieczną masońską ustawę 1066-6. Polska Anno Domini 2017 nie jest osamotniona. Na szczęście mamy tuż obok siebie katolickich Węgrów. Dodatkowo możemy do jakiegoś stopnia liczyć na Donalda Trumpa, który walczy za oceanem o swoją ojczyznę.

Spożywczy Mk-Ultra – komputerowy pomiar jego poziomu

 monster-energy-drink-label

Disney-6-6-6-666-logo-Walt-Disney-logos-Illuminati-symbolism-sign-Mozilla-Firefox-12292013-42511-PM

0lmB0fQTo co wyprawiają polskojęzyczni rewolucjoniści w 2017 bardzo przypomina epizod z wieku XII, kiedy ówcześni folksdojcze chcieli zrobić z Polską to samo co dzisiejsi ! Wtedy mordowano własnych obywateli śmielej, dziś w białych rękawiczkach wysłano ich do Smoleńska. Możliwe, że to nie koniec politycznych zabójstw z nienawiści. Wystarczy by ktoś przemycił broń do sejmu i pod wpływem narkotyków i/lub Mk-Ultra zamorduje czołówkę Prawa i Sprawiedliwości.

Najnowsza książka Toma Horna o satanistycznej elicie USA !- tytuł: „Sabotażyści”

Saboteurs-1400

Mk-ultra-bluebird-PLProszę przeczytać te kilkadziesiąt zdań z długoszowych „Roczników„. Wtedy, w latach 40 XII wieku, mieliśmy ten sam przemysł pogardy ze strony zdrajców co teraz, upatrujących swoich nadziei poza granicami Polski, zwłaszcza u Niemców, ale i na wschodzie. Obecna sytuacja jest bardzo grozna. Wystarczy by „coś się stało z PiSem”, a mamy gwarantowane obozy islamistów i rozruchy, a może i fizyczną wojnę cywilizacji, przepowiedzianą przez masona Pike ! Nie wspominając nawet o totalnym opodatkowaniu i bezpardonowej eksterminacji chrześcijaństwa. Walk rodaków z „mniejszościami etnicznymi” mogą chcieć jedynie szaleńcy albo zdrajcy, innej możliwości nie ma. Pamiętajmy cały czas, że żaden naród nie usłyszał od Jezusa słów o możliwej „potędze i świętości” państwa Polan. Stanie się to jeśli będziemy posłuszni jego nakazom. Tylko Polacy dostąpili tego zaszczytu, dlatego ciąży na nas większa odpowiedzialność.

5784a95669e92_o

Jak państwo przeczytają, w dwunastowiecznej Polsce mieliśmy bardzo, a czasami wręcz identyczne posunięcia do tych inicjowanych przez dzisiejszą „nadzwyczajną kastę”. Roczniki z tego okresu, co jest tajemnicą „kołem toczącej się historii”, opisują wszystkie cechy obecnych zdrajców:

(…)Rok Pański 1140. Władysław za zgodą wszystkich panów polskich zostaje następcą na tronie po ojcu Bolesławie, a Królestwo ulega podziałowi na cztery części między braci.

Bolesny i przedwczesny zgon księcia polskiego Bolesława (którego nie potrafiły złamać wojna i zbrojne wystąpienia wrogów, [a] osłabiły i wyniszczyły ból i ciężka zgryzota) długo wstrzymywał Polaków od podjęcia starań o wybór innego księcia na jego miejsce i zatroszczenia się o ustrój państwa, porządek i dobrobyt. Do tego stopnia bowiem byli przejęci żalem po zmarłym księciu, że, gdy brakło tego, pod którego rządami w tak podziwu godny sposób zdobyli posłuch i sławę, odczuwali niechęć do rządów kogokolwiek innego. Łączyło się z tym inne, równie groźne niebezpieczeństwo: przyszły podział Królestwa Polskiego na cztery części, którego obawiali się jak jakiejś zarazy, słusznie przewidując, że wywoła on niebawem zaburzenia, niezgody wewnętrzne i sprowadzi nieszczęście na obywateli.

Przepowiadali też, że podział Królestwa Polskiego pociągnie za sobą nieuchronnie także ich zgubę: bo wszystko, co ulega podziałowi, musi zginąć. Kiedy następnie w sprawach publicznych zaczęła panować coraz większa chwiejność wskutek odmiennych poglądów książąt wydających coraz to inne rozkazy, a książęta, czterej synowie Bolesława domagali się dopuszczenia do objęcia wyznaczonych im rozporządzeniem ojca księstw i ziem, odbył się pod Krakowem generalny zjazd wszystkich ziem. Tam po wielu rozprawach i naradach, za zgodą wszystkich prałatów i panów polskich, pierworodny i najstarszy Władysław zostaje następcą na tronie ojca Bolesława. Za przyzwoleniem i na polecenie licznego zgromadzenia książąt-braci, prałatów i baronów powzięto decyzję, że Władysław zachowuje prawem starszeństwa władzę zwierzchnią i ma rozkazywać pozostałym braciom: Bolesławowi, Mieczysławowi i Hemykowi, którzy mu są winni posłuszeństwo.

2275970-grunwald-rycerze-bitwa-rycerz-900-666

Władysław pod wpływem częstych próśb i namów żony decyduje się na wypędzenie swoich braci z Królestwa Polskiego.

Nie można było długo znosić spokojnie rozdarcia Polski na cztery części, które przedstawiliśmy. Niemal na samym początku wywołało ono ostre walki wewnętrzne. Choć książę polski Władysław jako pierworodny i starszy otrzymał dział większy i znaczniejszy od braci, mianowicie księstwo krakowskie, i decyzją zarówno ojca — kiedy jeszcze żył — jak i panów oraz możnych polskich, nadto za zgodą braci posiadał władzę zwierzchnią i monarszą w Królestwie, przekonany jednak, że wszystkie księstwa i posiadłości, które przypadły braciom, jako działy, zabrano mu i wydarto, miotany bólem i trwogą, odczuwał ciężką udrękę i niepokój. Często skarżył się przyjaciołom na tę swoją hańbę i ograbienie. A do podjęcia z tym większą zawziętością działania podniecały księcia Władysława, z natury tak ambitnego i zatrutego zawiścią, zarozumiałego i okrutnego, pełne obelg i zniewag przymówki jego żony, księżnej Krystyny, siostiy cesarza Henryka. „Mnie, córkę jednego cesarza, a siostrę drugiego — mówiła — zaręczono w młodym wieku z tobą nie dla tego okrojonego i małego działu, który ci pozostawiono, ale w nadziei [zdobycia] całego Królestwa Polskiego. [Widać] byłeś [wtedy] potężniejszy i bogatszy, — chyba że mego ojca, cesarza, zawiodła nadzieja. Oto do jakiej nędzy i poniżenia doprowadziło mnie małżeństwo z tobą.

A widzę to wyraźnie, że popadnę w jeszcze gorszą nędzę wraz z twoimi dziećmi, jeżeli tymczasem nie przedsięweźmiesz jakichś kroków. Z tego bowiem królestwa, w którym wola umierającego ojca, starszeństwo i znakomite małżeństwo, zawarte ze mną czynią cię spadkobiercą i monarchą zostałeś zepchnięty jedynie do czwartej części. Po uszczupleniu twego księstwa i rozdzieleniu go między trzech pozostałych braci, którzy raczej powinni ci służyć i podlegać twojej władzy, niż być na równi książętami, zasługujesz jedynie na miano półksięcia. Trzem synom zamiast spodziewanego całego Królestwa Polskiego pozostawisz skromny dział, niższe urzędy i tytuły. Lepiej żebym była umarła, niż zawierała tak nędzne małżeństwo, które miało zaćmić świetność mego rodu.

Ocknij się zatem i wyrwij z tego haniebnego położenia, które zostawi trwałe piętno na tobie i twoim potomstwie. Zażądaj wszystkich księstw zajętych przez braci i jeżeli uważasz się za mężczyznę, nie za kobietę, zapobiegnij, dopóki można, zarówno twojej, jak i mojej, obecnej i przyszłej hańbie. Jeśli cię nie skłania do tego nasz wspólny los, to niech cię wzruszy wzgląd na nasze dzieci, które czeka nędzny los, jeżeli o nich nie pomyślisz”. Tymi i wieloma innymi kobiecymi przymówkami podjudzała natarczywie słabego księcia Władysława. Widać było z jego nastroju i twarzy, że te słowa łamią go i niepokoją. Takimi sposobami i mnóstwem innych judziła męża, aż zabiwszy w nim uczucia braterskie, nakłoniła go do podjęcia wojny przeciw braciom, swoimi namowami pchnęła do zbrodniczych, nieprzemyślanych, szalonych kroków, aby, posłuszny jej planom, przyniósł zgubę braciom, nad którymi — i to jest najhaniebniejsze — miał na mocy testamentu ojca sprawować opiekę, a nie wydziedziczać ich.

9434122-900-556

ROK PAŃSKI 1142. Władysław, wbrew życzeniom doradców, z pomocą Rusinów żąda od braci aktu poddania się i trybutu.

Kiedy1 książę polski Władysław, myślący ciągle coraz więcej i poważniej o zagarnięciu działów i księstw swoich braci: Bolesława, Mieczysława i Henryka, zaślepiony kobiecymi podszeptami, zdecydował się przeprowadzić swój zamiar, zwoławszy do Krakowa wielką liczbę prałatów i panów, zastanawia się z nimi, czy ma wprowadzić w czyn swoje zamysły. By tym łatwiej pozyskać głosy doradców dla zamierzeń księcia, dopuszczono na tę naradę także księżną Krystynę. Przedstawiła ona chytrze wiele danych dla zamaskowania zapalczywej ambicji, spośród których najważniejsze było to, że państwo polskie powinno mieć jednego księcia, jednego rządcę, jednego monarchę, że dla zachowania całości państwa należy zerwać układ o podziale księstw pomiędzy braci.

Bracia winni być obdarowani nie prowincjami, nie księstwami, ale jakimiś miastami i wsiami i nie powinni być równi Władysławowi, ale podlegać mu i okazywać posłuszeństwo jako monarsze wyznaczonemu przez ojca i radę wszystkich Polaków. Na koniec twierdziła, że ponieważ sprawę załatwiono inaczej, a całe Królestwo Polskie zostało rozdarte na wiele działów, Polska zginie i upadnie, bo pozbawiona odpowiednich sił, jest narażona na złupienie przez sąsiednie kraje. Wspominano też sprawki naturalnego brata zmarłego księcia Bolesława, Zbigniewa, którymi często zagrażał i bratu, i całemu państwu. Przypominano, że gdyby na skutek zbawiennej rady nie był zginął, Polska za jego życia nigdy by się nie uwolniła od wzajemnej rzezi i sporów oraz od ataków wrogich sąsiadów. Po wyliczeniu tych i wielu innych [spraw] zapanowało wśród doradców przez jakiś czas smutne i uparte milczenie.

Już wtedy było rzeczą jasną, że nie poprą oni wcale życzeń księcia Władysława i jego żony, księżnej Krystyny. Kiedy następnie zapytano o zdanie doradców, wszyscy niemal znaczniejsi panowie z niechęcią odnieśli się do zamiarów księcia. Twierdzili, że jest rzeczą niegodziwą, okrutną i nieludzką wypędzać braci z ich siedzib i działów, podważać prawa narodów i mącić potem porządek prawny ustanowiony przez Boga i ludzi i że przez taki przykład nie pozostawi się w stosunkach międzyludzkich niczego co święte, ważne i słuszne. Nie ujdzie ta rzecz bezkarnie, lecz Majestat Boży zlituje się nad stroną, która wbrew wszelkiemu prawu i godziwości zostanie pokrzywdzona, i że nie należy tu absolutnie czynić porównania ze sprawą naturalnego brata Zbigniewa, gdyż on urodził się z nałożnicy, a oni z legalnej żony, jego ciotki i siostry cesarza.

Nie splamili się oni żadnym z tych występków, dla których Zbigniew musiał budzić nienawiść. Prosili nadto księcia Włady­sława, by przestał myśleć o zgubnym czynie na szkodę swoją i bliskich i wziął sobie do serca pamięć o uczuciach braterskich. [Twierdzili], że się narazi na straszne nieszczęścia i na upadek swego domu i władzy książęcej oraz na wiele klęsk i potępienie nie tylko ze strony swoich poddanych, ale i obcych, wreszcie na inne niegodne jego imienia przykrości i jeżeli doprowadzi do urzeczywistnienia swoich zamiarów, na wielu innych ściągnie te same klęski. Ponieważ niemal wszyscy doradcy wyrażali takie przekonania, spodziewano się, że poprze je także książę Władysław. Silniejsza jednak od jego charakteru miłość do żony i wzgląd na kilku doradców, którzy popierali sprawę, raczej schlebiając mu, niż rozsądnie radząc, osłabiły i przemogły powściągliwość w jego zamiarach.

Toteż nakłoniony zarówno radami, jak prośbami i utyskiwaniami żony, wyrażając zgodę na występek, który dawno już umyślił, wpierw, żeby ogół nie zwrócił uwagi na jego tyranię, każe ze wszystkich księstw, które przypadły jako dział braciom, płacić sobie jako monarsze polskiemu daninę i trybut. Wkrótce wydaje rozkaz, by wszystkie prowincje były posłuszne jemu wyłącznie i nikomu innemu. Buntowników i opornych każe karać chłostą więzieniem lub odebraniem wszystkich majątków. A ponieważ był przekonany, że możni polscy i szlachta są za mało wierni, żeby mógł bezpiecznie przeprowadzić ten plan, wezwał nieco posiłków wojennych od Rusinów, bo i sam miał matkę Rusinkę. Z ich pomocą przeprowadził zajęcie dóbr braci i tak dalece posunął się w bezprawiu, że wypędził braci ze wszystkich posiadłości.

A ponieważ był zazdrosny i zarozumiały, a nadto dostał żonę nadętą ogromną pychą bezwstydną i zachłanną na wszystko, dlatego pod wpływem zawiści umyślił, że nie powinien dzielić Polski z braćmi, a powodując się żądzą wyniesienia, postanowił wypędzić ich z kraju. Jego zaś nadęta pychą żona, gardząc towarzystwem i obyczajami polskimi, nawet swoim urzędnikom, stolnikom i podczaszym nie pozwalała zbliżać się do swego stołu, mówiąc, że odczuwa wstręt na ich widok, dlatego że cuchną odorem i nie może patrzeć na ich niedbały strój. Stąd też miała w pogardzie i traktowała z góry także braci swego męża. Z chciwości zaś, pod pretekstem należnego jej słusznie szacunku, poleciła ludowi w [całym] kraju, aby każdy w miarę swoich możliwości i środków, w dowód czci przynosił dobrowolnie na większe święta dla stołu książęcego kurczęta, prosięta, gęsi, miód, pszenicę i owies. Kiedy jej te daniny kilka razy złożono, zarządziła, by je na przyszłość wpłacano corocznie do skarbca. Przez ten podstępny krok nakłoniła wolny lud do przymusowego składania daniny i do świadczeń.

636041727524122069

Bracia Władysława przybywają do księżnej Krystyny, by ją prosić o łaską, ale odchodzą z niczym.

Z dnia na dzień wzmagała się sroga tyrania księcia polskiego Władysława wobec jego braci: Bolesława, Mieczysława i Henryka. Kiedy wymieniony książę Władysław, od którego spodziewali się opieki w ich młodym wieku, pozbawił ich już wielu zamków, miast, grodów, warowni i posiadłości, nie wiedzieli zupełnie, co mają począć, dokąd się zwrócić, kogo prosić o pomoc. Czy mają stawić opór księciu Władysławowi, czy też pozwolić zająć swe księstwa. I zbyt młody wiek, i ich doradcy, i potęga brata Władysława przewyższająca znacznie ich siły, a także obawa, żeby Władysław podrażniony nie przedsięwziął wobec zwyciężonych surowszych kroków, powstrzymywały ich od podjęcia otwartej walki z bratem. Nikt z panów, którzy popierali młodszych braci, nie był za tym, by rozstrzygać spór między braćmi orężem.

Uznali więc, że całą nadzieję należy położyć w miłosierdziu i prośbach i że trzeba błagać księcia Władysława, żeby zadowolił się swym działem i okazał się bratem, a nie wrogiem. Radzili jednak wpierw udać się do jego żony, księżnej Krystyny, która była sprawczynią tego wszystkiego, co się wtenczas działo. [Twierdzili, że] jeśli ją ułagodzą to i męża będzie można nakłonić do łagodności, a jeżeli nie przezwyciężą kobiecej zawziętości, to i mąż będzie nieubłagany. Mając to na względzie, trzej młodzi książęta zwrócili się z prośbami do księżnej Krystyny. Rzuciwszy się na kolana przed kobietą nie tyle słowami, ile łzami i zaklęciami na wspólną krew, która ich łączy z mężem i z nią błagali, by wolno im było zachować w spokoju księstwa i posiadłości, które, zgodnie ze zwyczajem polskim i prawem narodów, otrzymali jako swoje działy, a które sam książę Władysław wtedy zatwierdził.

By książę Władysław nie srożył się więcej nad nimi i by zbrodniczo i niegodziwie nie zagarniał ich posiadłości. By uznał za ważniejsze od wszelkiego księstwa i królestwa prawa krwi, słuszności i sprawiedliwości. Bo ucisk sierot ściągnie na niego więcej hańby i sromoty, niż sławy, więcej szkody, niż pożytku. Nie wzruszył okrutnej kobiety wzgląd na leżących u jej stóp książąt, braci jej męża i jej własnych, nie wzruszyły ich prośby, łzy i jęki. Nieczuła na wszystko, odrzuciwszy prośby młodych książąt, odpowiedziała, że jej mąż, książę Władysław, postąpił słusznie, że musiał tak postąpić i że nie należy mu z tego powodu robić wyrzutów. Albowiem państwo polskie można zachować i doprowadzić do rozkwitu jedynie przez zjednoczenie Królestwa. A jego rozbicie, gdyby to mogli pojąć, będzie zgubne dla wszystkich. Postąpią mądrzej i rozsądniej, jeśli siebie i swoje sprawy poddadzą władzy i woli księcia Władysława, jako starszego, [bowiem] wszelki bunt i opór obróci się przeciw nim i ich zwolennikom. W ten sposób młodzi stwierdziwszy, że Krystyna jest surowsza, niż przypuszczali, odchodzą bardziej rozgoryczeni. Nie dopuściła [bowiem] do siebie ani zbawiennych rad ludzi poważnych, odwodzących ją od jej zamiaru, ani pokornych próśb szwagrów. Nie pozwoliła im się ani przekonać, ani ułagodzić.

grunwald2

Komes ze Skrzynna, Piotr Duńczyk, który popierał młodych książąt i w żarcie ubliżył dobrej sławie księżnej Krystyny za jej sprawą zostaje pozbawiony języka i oślepiony.

Po założeniu wielu klasztorów i kościołów w Królestwie Polskim w końcu umiera. Książęta Bolesław, Mieczysław i Henryk po odrzuceniu ich próśb przez księżnę Krystynę, żonę księcia i monarchy polskiego Władysława, a swoją bratową, tracą wszelką nadzieję utrzymania swych dzielnic. Już bowiem panowie wielkopolscy, mazowieccy i lubelscy wobec wzrastającej ustawicznie nienawiści Władysława do młodych książąt doszli do przekonania, że należy poprzeć silniejszego. Niektórzy przekupieni darami i obietnicami opuszczali sieroty i przechodzili na stronę Władysława. Znalazło się tylko dwu ludzi, którzy otwarcie stanęli po strome młodych książąt i o ile mogli, bronili ich sprawy: Piotr z Dacji, zwany też Piotrkiem Wielkim, komesem ze Skrzynna oraz wojewoda sandomierski Wszebor. Wszebor zatem chwyciwszy za broń odniósł zwycięstwo w kilku drobniejszych potyczkach i zachwiał niegodziwe rachuby Władysława.

Komes zaś skrzyński Piotr, syn Świętosława, słynący z bogactw, wpływów i podobnych zalet, dzięki prawości i szacunkowi [jakim się cieszył], mimo że obcy i przybysz, łatwo zajął pierwsze stanowisko w Polsce, nie mógł jednak uniknąć zawiści, którą w jakiś sposób natura sama gotuje ludziom wybitnym. Powodem zaś, z którego zrodziła się ta zawiść, było to, że [Piotr] często w przyjacielskich rozmowach z księciem Władysławem wyrzucał mu ostro tyranię, którą za­początkował i kontynuował aż dotąd. Wykazując nie tylko słowami, ale na przykładach, że [książę] zwraca się przeciw samemu sobie, na własną zgubę, że tą tyranią [nie tylko] nie zdobędzie panowania nad całym Królestwem Polskim, ale narazi na niebezpieczeństwo własną prawnie mu przynależną [dzielnicę]. Że niczym bardziej, jak jednością z braćmi i zgodnym z nimi współdziałaniem nie osiągnie wysokiego stanowiska, o którym tak bardzo marzy. [Władysław] słuchał słów Piotra ze Skrzynna nie tylko głuchym ale i niechętnym uchem. Spotkawszy się z naganą ze strony komesa Piotra książę polski Władysław powziął najpierw wielkie i głębokie podejrzenie, a następnie tak gwałtowną niechęć, że zamyślał postąpić z nim podobnie surowo, jak z braćmi.

Najbardziej obawiał się tego, aby komes Piotr ze Skrzynna, który w tym czasie uchodził za człowieka sławnego i wpływowego, zarówno ze względu na pochodzenie, jak i majątki, przyłączywszy się do sierot, nie udaremnił jego zamiarów i nie zachwiał lub nie osłabił jego władzy . Jeszcze bardziej podsyciła gniew niechętnego skądinąd księcia polskiego Władysława przeciw komesowi skrzyńskiemu Piotrowi małżonka księcia polskiego Władysława, Krystyna (której książę Władysław zwykł był we wszystkim się radzić), ponieważ od dawna sama była na komesa Piotra ciężko zagniewana. Pewnego razu książę Władysław był na polowaniu razem z Piotrem komesem. Gdy w pościgu za zwierzyną w puszczy obaj oddalili się znacznie od miejsca postoju, zapełniali z trudem burczący z głodu żołądek lada jaką strawą z mięsa upolowanej zwierzyny, a pragnienie gasili lodem i śniegiem. Kiedy potem zamierzali obaj dla odpoczynku przespać się na gołej ziemi i w przyjacielskiej rozmowie wspominali „rozkosze” swego posiłku i niezbyt miękkiego posłania, rzekł książę Władysław: „Sądzę, że twoja żona, Piotrze, spędzi dzisiejszą noc wygodniej od nas, z opatem ze Strzelna”. Komes Piotr, chcąc odparować podobnym żartem dowcipne odezwanie księcia Władysława, które miało im poprawić humor w ich niezbyt wygodnych warunkach, odrzekł dość swobodnie: „Kto ci wie, czy nie tylko moja z opatem, ale i twoja słodkiego zażywa snu z Dobieszem”?

Był zaś rycerz Dobiesz kochankiem księżnej Krystyny. Jej bliskie stosunki z nim wywoływały ze strony wielu obelżywe uwagi na temat cnoty księżnej. Ta odpowiedź rozgniewała natychmiast księcia Władysława. Dla większej jednak ostrożności pohamował złość, bo i okazja dla wywarcia gniewu nie była wtedy odpowiednia. Ceniąc bowiem Piotra ponad wszystkich swoich baronów, jako swego krewnego — miał bowiem kuzynkę jego matki za żonę , nie chciał go sobie zrazić i uczynić wrogiem. Chwilowo pominął sprawę cieipliwie milczeniem. Kiedy jednak wrócił do domu, a oblicze jego zdradzało wewnętrzny smutek, próżno przez długi czas opierał się pytaniom żony o przyczynę tej zmiany. W końcu uległ upartej, bezwzględnej kobiecie, która z ciekawością domagała się zdradzenia tajemnicy. Rozgniewany, lub — jak wielu podaje — żartem, opowiedział jej po kolei wszystko, co mówili poprzedniej nocy obaj z komesem Piotrem o swoich żonach.

To opowiadanie tak bardzo ubodło i rozgniewało księżnę Krystynę — zrozumiała bowiem, że podawali oni w wątpliwość jej cnotę — iż od tego czasu kobiecym zwyczajem na różne sposoby przemyśliwała, jak by można pomścić tę zniewagę. Nie panując nad gniewem, urażona o to, że mąż ją lekceważy, bo zbyt lekko zniósł wyrządzoną jej obrazę, nieustannie myślała o tym, jak by najsrożej można było zemścić się na Piotrze. Przy tej więc sposobności, o której wspomi­naliśmy, z całym wysiłkiem, nie szczędząc żadnych zabiegów, radą i perswazją nakłania swego słabego męża, księcia Władysława, by wywarł zemstę na komesie Piotrze, judząc, że jeśli go zostawi w spokoju, książę Władysław nie uzyska absolutnie pełnej władzy nad Królestwem Polskim.

Stworzywszy następnie starannie pozory, osobiście i przez innych, których sobie pozyskała dla łatwiejszego przeprowadzenia tej zbrodni, zaczęła nakłaniać męża do zabójstwa komesa Piotra, jako tego, który myśli o buncie, usunięciu z tronu i otruciu księcia. I choć zacni mężowie upominali ją, by tego nie robiła, to jednak ucho kobiece nie dopuszczało żadnego głosu Bożego, żadnej godnej i zbawiennej rady. Pałała coraz większą chęcią zemsty, [chociaż] jako żona miała obowiązek raczej powściągać błędne kroki męża i swymi radami łagodzić nienawiść nawet wywołaną haniebnymi czynami.

Kiedy uznano, że dla dokonania zamierzonej przez kobietę zbrodni na komesie Piotrze jest potrzebny zaufany pomocnik, któremu bezpiecznie, bez obawy zdrady, można by polecić tę tajemnicę — bo było rzeczą jasną że czyn sam w sobie haniebny nie tylko grozi oczywistym niebezpieczeństwem jego wykonawcy z powodu znaczenia, które posiadał komes Piotr, ale także spotka się z potępieniem wszystkich — wybrano jako człowieka odpowiedniego do tego celu Dobiesza, by sarn pomścił na komesie Piotrze osobistą zniewagę. Choć on podjął się tego przeklętego zadania dla przypodobania się księżnej Krystynie, która w nagrodę za zbrodnię — by ostrożniej i staranniej rzecz przeprowadził, obiecywała mu dobra komesa Piotra— uważał jednak, że jest za mało silny, by to wprowadzić w czyn. Zdaniem kobiety istniała po temu jedyna, dogodna sposobność, gdyby napadł Piotra zupełnie nieprzygotowanego w cudzym domu. Wydawał bowiem komes Piotr ze Skrzynna swoją córkę za księcia Serbii, Jaksę i wyznaczył na uroczystości weselne miasto Wrocław, by było miejsce na przyjęcie gości. Zapowiedział też turnieje z wyznaczoną nagrodą dla zwycięzców.

Dobiesz przybywszy tam z licznym orszakiem, więzi komesa ze Skrzynna, Piotra, który przebywał tam jako gość bez zabezpieczenia. Związanego uprowadza z Wrocławia i dostawia księciu Władysławowi. Przeraziwszy uczestników uczty, psuje uroczystość weselną. Długo ociągał się Władysław z przedsięwzięciem jakichś surowszych kroków przeciw niemu. Wstrzymywały go niewinność męża i pamięć o jego zasługach wobec niego, ojca i ojczyzny. Księżna Krystyna bojąc się, by z litości nie uwolnił uwięzionego Piotra, nie tylko prośbami i radami, ale groźbami i przysięgami, że go opuści, gdyby pozwolił, żeby zhańbienie jej czci przez Piotra uszło bezkarnie, nakłoniła męża do wydania na męki najlepszego, dobrze zasłużonego rycerza. Posłano oprawców, którzy obcinają Piotrowi język i oślepiają go na obydwa oczy. Tak Więc przez złość kobiecą ukarano za rzekoma zdradę męża znanego z wybitnych czynów i zasług. Pozbawiono go mowy i wzroku i w niegodziwy sposób wywarto na nim zemstę. Pisarze polscy przypisują jedynie jemu tę zasługę, że zostały upamiętnione jego niezwykła uczciwość i cnota. Za miłosierdziem Boga, dla Którego dokonał tylu zbożnych czynów w cudowny sposób odzyskał pełną władzę wzroku [oraz] zdolność swobodnego mówienia dzięki przywróceniu języka .

Imagerion-7099

Władysław zgromadziwszy ogromne wojsko z Rusinów wypędza dwu braci. Z tego powodu arcybiskup rzuca na niego klątwę.

Wygnani zamykają się z Mieczysławem na zamku w Poznaniu, wybierając raczej śmierć, niż poddanie się srożącemu się bratu. Po okrutnym okaleczeniu i oślepieniu komesa ze Skrzynna, Piotra z Danii, książę polski Władysław posuwając coraz dalej swą tyranię, dąży usilnie nie tylko do zagarnięcia księstw i działów braci, ale do wygnania ich z ojczyzny. Skłaniała go do tego nie tylko nieposkromiona ambicja i podszepty żony, ale także bezkarność zbrodni oraz pochlebstwa niegodziwych ludzi. Ponieważ po okrutnej karze wymierzonej komesowi Piotrowi ze Skrzynna nikt nie miał odwagi przeciwstawić się jego tyranii, ganić jego czynów lub powiedzieć, co jest słuszne i zgodne z prawem, przeto ściągnąwszy wojsko ze wszystkich księstw i posiadłości i wezwawszy posiłki ruskie w większej niż kiedykolwiek liczbie (książę bowiem kijowski Wszewłod posłał mu na pomoc swojego syna Świętosława, księcia Izasława Dawidowicza i księcia halickiego Wszewłodzimira z wojskami ruskimi) wypędza rodzonych braci z zamków: Bolesława z Płocka, Henryka z Sandomierza, wyrzuca pozostałe ich załogi i po wygnaniu prawowitych książąt przejmuje pod swoją władzę wszystkie ich księstwa i ziemie.

Pozostał tylko jeden Mieczysław zwany Starym, książę w Gnieźnie, Poznaniu i Wielkopolsce, do którego uciekli wygnani ze swoich siedzib dwaj bracia: książę Mazowsza Bolesław Kędzierzawy i książę sandomierski Henryk. Wszyscy trzej zająwszy zamek poznański, obwarowali go zbrojnym wojskiem, by stawić opór Władysławowi, gdyby ich tam również zaatakował. Kiedy się o tym dowiedział książę Władysław, szybko tam podążył. Najprędzej, jak mógł, podprowadził wojsko i ścisnął zamek poznański potężnym oblężeniem, by wszystkich braci pokonać i wziąć do niewoli w jednym miejscu, w czasie jednego oblężenia. Otoczył następnie zamek poznański ostrokołem i gęsto ustawionymi wieżami, by ktoś z oblężonych nie mógł stamtąd uciec. Dniem i nocą atakował go także z kusz i taranów, nie szczędząc sił i wszelkich ludzkich sposobów, by go zdobyć. Książęta zaś: Bolesław, Mieczysław i Henryk widząc, że przez to oblężenie są całkowicie osaczeni [z obawy], by się żywcem nie dostali w ręce wrogów i by schwytani nie narazili się na jakieś okrucieństwa, posyłają do księcia Władysława posłów z prośbą by uspokoił swą ponurą złość i przestał najeżdżać i zajmować ich księstwa.

Żeby przerwał oblężenie i okazał się bratem i obrońcą, nie wrogiem. By się zadowolił swoim działem i nie dążył do zguby tych, co się urodzili z tego samego ojca, gdyż mają oni równe z nim prawo do Królestwa Polskiego. By pamiętając o [zmienności] ludzkiego losu, z umia­rem korzystał ze swego powodzenia i nie nastawał na cudzą [własność]. Kiedy książę Władysław wyniośle i z kpinami odprawił to poselstwo, odpowiadając, że nie uznaje żadnych układów, książąt Mieczysława, Bolesława i Henryka oraz wszystkich z nimi oblężonych ogarnął wielki strach. Opłakiwali, mieszając raz po raz jęki ze łzami, swój nieszczęsny, godny politowania los. Zgodnie ze skłonnością ludzkiej natury, gotowi byli przyjąć warunki, które by przyniosły pewne uspokojenie. Większość postanowiła się poddać, pozostali ustąpić z pewnej części swych księstw, byle tylko jakoś ułagodzić gniew i ambicję księcia Władysława. Ale ponieważ oba warunki wydawały się trudne i nie do przyjęcia i doszli do przekonania, że książę Władysław nie wcześniej się uspokoi aż doprowadziwszy do zguby braci, osiągnie pełną władzę w Królestwie Polskim, decydują się wytrzymać dalej oblężenie i znieść wszystko najgorsze w nadziei, że Opatrzność Boża, która zwykle broni słusznej sprawy, wejrzy na nich i na ich ucisk.

A podczas oblężenia wojsko księcia Władysława, szczególnie posiłki ruskie, nie poprzestając na łupach, grabieżach i niezliczonych bezprawiach, gwałciło kobiety i dziewczęta nawet ze znakomitych rodów; w barbarzyńskim szale mordowało i zadawało męki wielu ludziom oraz dopuszczało się innych okropnych i niegodnych chrześcijan gwałtów. Przejęty tymi nieszczęściami czcigodny Jakub, ówczesny zwierzchnik na stolicy arcybiskupiej w Gnieźnie, przybył do obozu księcia Władysława czterokonnym pojazdem, był bowiem w podeszłym wieku. W ubiorze pontyfikalnym i w mitrze dla większego postrachu zajechał tymże wozem, na którym jechał, aż do namiotu księcia [i] pełną powagi, długą mową, najłagodniej, jak mógł, zachęcał go, by dożył broń i zaniechał oblężenia. By się pojednał z braćmi i ojczyznę, co go zrodziła i wyniosła, przestał dręczyć i nękać barbarzyńskim oblężeniem, które przynosi gwałty, rzezie, grabieże, łupy i pożary, narażając ją na haniebne zniszczenie. By się zadowolił swym działem i nie dążył wbrew prawu i przyzwoitości do zagarnięcia cudzej własności.

Zapewniał go, że nieszczęścia, które spowodował, nie ujdą mu bezkarnie, a krew, którą wylano i którą jeszcze trzeba będzie przelać, ściągnie na niego zgubę. A oto, z jaką wystąpił do niego mową: „Najjaśniejszy książę, przy­bywam — powiada — do ciebie utrudzony latami, ale bardziej jeszcze bolesnym niepokojem z prośbą, byś zaniechał zgubnej wojny, w której dążysz do usunięcia braci i starł hańbę, którą splamiłeś siebie i swój ród. Hańbę — zauważ to — tym większą, że mianowany testamentem ojca opiekunem braci, powinieneś starać się o wzrost ich znaczenia, a nie zabiegać o ich zgubę. Ty zaś z opiekuna stałeś się czyhającym na ich zgubę, z przyjaciela wrogiem, z brata przeciwnikiem. Oręż, który należało użyć w obronie braci, zwracasz przeciw nim. Niepokoisz na różne sposoby i atakujesz, których wziąłeś pod opiekę. Gwałcisz prawa obowiązujące między ludźmi: wierność, przyjaźń, braterstwo, najświętsze związki, samą wreszcie nietykalną więź rodzaju ludzkiego. Pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa zamieniasz w obawę. Narażasz braci i ojczyznę na wszelkie niebezpieczeństwa, skąd się ich nie spodziewano.

Wierz [mi], że najlepiej zrobisz, jeżeli pohamujesz pożerającą cię ambicję, poniechasz stosowanej tyranii, potraktujesz sprawiedliwie braci i po okropnych wojnach, nie dyktowanych bynajmniej braterskimi uczuciami i czynami, przypomnisz sobie wreszcie o obowiązkach brata i opiekuna. Bądź przekonany, że te straszne rozterki, które powodujesz, gorsze od wojny domowej, doprowadzą do zupełnego upadku wasz ród, sławne państwo i królestwo, jeśli co prędzej nie postąpisz rozsądnie. Jeżeli posłuchasz moich napomnień, zdobędziesz wielką sławę i ogromne zyski, w przeciwnym razie spotka cię pomsta od Boga i ludzi. Zastanów się, jak haniebną jak nieprzystojną i niegodziwą jest rzeczą byś ty chrześcijanin i książę, zależny stale od Boga i jego wyroków, czynił to, co —jak wiadomo — potępiają poganie nie znający tajemnic prawdziwego Boga i religii katolickiej. Więcej w twoim sercu waży próżna żądza panowania, niż uczucie braterskiego przywiązania” .

Książę zaś Władysław uniesiony pychą wskutek ucieczki braci i ustąpienia [ich] do jednego [tylko] zamku, przyjął z pogardą zbawienne przestrogi biskupa, który mu głośno przepowiadał rychłą odmianę szczęśliwego losu. Łudząc się jakąś próżną nadzieją dalszej pomyślności, ufając, że zawsze będzie się cieszył pełnym powodzeniem, zaniechał umiaru w postępowaniu. Przeciwstawiając się tak doskonałej radzie i pełnej głębokiego rozsądku perswazji, oświadczył, że nie wszyscy otrzymują zbawienny dar roztropności, nie u każdego znajduje on podatny grunt. Zwyczajem dumnych, pozbawionych uczuć i zaślepionych chciwością książąt, postanowił upierać się przy swoim zdaniu. Kiedy książę Władysław przeciwstawił się słowom dobrego biskupa i było rzeczą widoczną że w żaden sposób nie odstąpi od swoich szalonych pomysłów, wspomniany arcybiskup Jakub napełniony Duchem św. chwycił, jakby dla podjęcia walki, tarczę wiary i pancerz nadziei. Podnosząc się

ze stołka, na którym siedział, rzekł: „Ponieważ sprofanowałeś prawa boskie i ludzkie, dopuściłeś się przeniewierstwa wobec prawa narodów i prawa naturalnego i zdecydowałeś się na tak zuchwały krok, że ani bojaźń Boga, ani cześć [dla Niego], ani ludzkie namowy i upomnienia, ani moje zachęty i rady nie mogą cię odwieść od twoich niegodziwych i haniebnych czynów i skłonić do tego, co słuszne, powagą Boga Wszechmogącego, Którego tu zastępuję, na ciebie, jako niesprawiedliwego i stosującego gwałt najeźdźcę księstw braci, jako wroga wiary i ojczyzny, łamiącego prawa boskie i ludzkie, gardzącego moimi ojcowskimi napomnieniami, uparcie odrzucającego wszystkie zbawienne rady, zdradzającego twardość serca godną faraonów, najpierw wobec stojącego tu tłumu rzucam ekskomunikę, następnie, jako na opornego, nakładam klątwę i jako niepoprawnego pozostawiam cię do ukarania boskiej zemście”. Rzuciwszy potem przekleństwo na głowę księcia Władysława, wojsk [jego] i sprzymierzeńców, wzywał niebian na świadków pogwałcenia przez niego czci i wiary oraz odrzucenia swych zbawiennych rad, nałożył na niego karę klątwy.

Wrócił z namiotu księcia na wozie grożąc, że bracia lada dzień słusznie zażądają od niego danin, które on na nich nakładał. Ale nawet strach, który wzbudził, nie wzruszył kamiennego serca i nie uleczył przeżartej ambicją duszy. Nie uważał jednak, że należy zwyczajem książąt atakującego go biskupa obrzucić obelgami, kalumniami lub pogróżkami. Nie uczynił niczego, co by ubliżało jemu [samemu] — lub czyniącemu mu wyrzuty [arcybiskupowi] i opanował wszelkie odruchy serca. Kiedy arcybiskup odjeżdżał z namiotu księcia, woźnica arcybiskupa, kierując nieostrożnie pojazdem i końmi, osią ostatniego koła wywrócił słupki, które podtrzymywały namiot książęcy, czym zachwiany [namiot] opadł na ziemię i opadając omal nie przygniótł księcia Władysława. Także tę przygodę, pohamowawszy gniew, zniósł książę Władysław z większą cierpliwością niż to było jego zwyczajem. Nie pozwolił sobie nie tylko na wybuch gniewu, ale nawet na strofowanie i wielu zadziwił swoją cierpliwością. Niektórzy zaś, zwracając baczniejszą uwagę na upadek namiotu, widzieli w tym zapowiedź i widomy znak przyszłego niepowodzenia. Przepowiadali, że książę Władysław po zbawiennych napomnieniach swego arcybiskupa, które świadomie odrzucił, i po pokornych prośbach swych braci, których wykpił i których wbrew sprawiedliwości i słuszności pragnął wyzuć z dziedzictwa po ojcu,, sam dozna upadku. Toteż niektórzy jego doradcy, wyrażając obawy, żeby za niesłuszne porwanie za broń nie spotkała ich razem [z nim] kara Boża, zwrócili się do niego z prośbą, by poniechał srogiego gniewu i raczył pojednać się z braćmi na sprawiedliwych warunkach.

Kiedy książęta Bolesław, Mieczysław i Henryk oraz baronowie z ich księstw: Sandomierskiego, Wielkopolski, Mazowsza i Kujaw, którzy uznali za rzecz szpetną i haniebną nieudzielenie im pomocy — zrozumieli, że książę Władysław nie słucha żadnych zbawiennych napomnień i trwa w uporze i gdy arcybiskup gnieźnieński Jakub pisemnie i przez posłów doniósł o wszystkim po kolei, co dla nich zrobił— popadli w zupełną desperację. Postanawiają i przysięgają narazić się na śmierć i wszelkie pohańbienie, zanim się poddadzą tak niegodziwemu bratu i niesprawiedliwemu wrogowi. Widząc nadto, że wskutek długiego oblężenia są zamknięci i wyniszczeni, a do tego zewsząd ściśnieni i nie mają żadnego sposobu ucieczki, nawet w miłosierdziu i łaskawości brata, ponieważ arcybiskup gnieźnieński nie potrafił go ułagodzić i że nie pozostawała im żadna iskra nadziei, pod wpływem rozpaczy nabrali odwagi. Ostateczna konieczność i grożące niebezpieczeństwo dodało im większej ochoty do śmiertelnej walki.

Do walki, którą musiał podjąć, przygotowywał się każdy w tym duchu, że przysięgał raczej nastawić głowę na pociski wroga —jeśli los tak zdarzy — niż prosić brata o zmiłowanie, którego nieraz szukał i nigdy nie zyskał. Istniała jedyna i to zbyt odległa, jak na potrzeby chwili, nadzieja wyjścia z [sytuacji]: gdyby przypadkiem wobec nadchodzącej zimy rozpuszczono nieprzyjacielskie wojsko z braku żywności i ze względu na zimową niepogodę. Ale wiedzieli, że tymczasem także i u nich braknie żywności. Widząc więc, że ich sprawy przybrały najgorszy obrót, dniami i nocami myśleli o grożącym im niebezpieczeństwie. Wzrastało stale we wszystkich sercach zwątpienie, ponieważ nie było żadnego powodu wytrzymy­wania dalszego oblężenia, skoro nie można było spodziewać się żadnej pomocy. Wymieniwszy nawzajem uściski i pocałunki, podają sobie dłonie i decydują się na pewną śmierć, gdy tylko nadarzy się sposobność. Robiąc częste wypady do obozu i na obwarowania wrogów, sieją tam wielkie spustoszenie. A gdy z tego powodu podwojono liczbę żołnierzy dla strzeżenia obwarowań, załoga oblężonych książąt urządzając przeróżne zasadzki, bierze do niewoli nieprzezornych. Częściej jednak, kiedy rozgorzała utarczka między obydwiema [stronami], przeradzała się w niezwykłą bitwę.

Wielu jednak ludzi z wojska Władysława codziennie odpadało, bądź wziętych do niewoli, bądź zabitych. Ale w czasie tego rodzaju potyczek i wycieczek zadawano Rusinom dotkliwszą klęskę, niżby się [można było spodziewać] po liczbie [żołnierzy]. Przez wiele następnych dni oblężeni nie podejmowali żadnych wypadów, bowiem książęta zatrzymywali wszystkich w murach oblężonego zamku. Nauczeni bowiem doświadczeniem, postanowili raczej drażnić wrogów w drobnych potyczkach, niż dotrzymywać placu, nie dorównując zupełnie ich siłom. Żołnierze Władysława rozeszli się z obozu i ze strzeżonych obwarowań, skoro oblężeni nie dawali sposobności do walki; odpoczywali albo oddawali się zbytkowi i pijaństwu. I tak w obozie Władysława panowało ogólne rozluźnienie, jakby wrogowie zostali już całkowicie pokonani. Książę Władysław przekonany, że książęta Bolesław, Mieczysław i Henryk oraz oblężeni z nimi ludzie są załamani i zmęczeni całkowitą beznadziejnością, z radością i dumą oczekiwał ich poddania się. Następnie w wojsku Władysława, jakby pod wpływem powodzenia, którego się i na przyszłość spodziewano, zaczęła się szerzyć pogarda i lekceważenie wrogów.

Garstkę tylko zostawiono na postojach i przy obwarowaniach, reszta rozproszyła się na wszystkie strony. Wielu się rozbiegło, aby się oddać rozpuście, część spędzała czas na zabawie i ucztowaniu. Niektórzy, wymiotując po wczorajszym przepiciu się, zmorzeni snem leżeli bezbronni, nie przestrzegając dyscypliny, jakby mieli pewność, że wrogowie nie podejmą już żadnych zbrojnych kroków . Kiedy oblężeni książęta zauważyli, że Władysław i jego żołnierze zupełnie ich lekceważą i od wziętych do niewoli i zbiegów dowiadywali się o coraz większym rozprzężeniu wśród wrogów, każą swoim chwycić za broń i próbować szczęścia. Chcą umrzeć z większą chwałą raczej z odniesionych w bitwie ran, niż na zamku z głodu i wycieńczenia. Kiedy wszyscy zarówno konnica, jak i piechota przygotowywali się do wypadu, na rozkaz książąt wywieszono także na szczycie wieży czerwoną chorągiew. Kiedy jej wywieszenie wywołało zdziwienie rycerzy w wojsku Władysława, szczególnie zaś książąt niskich: Swiętosława, Izasława i Wszewłodzimira, przebywających wtedy przy boku Władysława, i gdy książęta ruscy z naciskiem dopytywali się, co ma znaczyć [ta] chorągiew, książę Władysław podobno odpowiedział, że [to] oblężeni książęta ofiarują poddanie się i błagają o litość.

A kiedy Rusini wyrażali przekonanie, że jest rzeczą w wysokim stopniu słuszną oszczędzić zwyciężonych i tych, co się poddają i powstrzymać się od rzezi braci i bliskich, srogi Władysław, żądny zemsty czy też zguby braci, odpowiedział, że nie ma zupełnie miejsca na litość i pojednanie. W czasie tej pogwarki i narady oblężeni książęta wpadają z najdzielniejszymi i najlepiej wyćwiczonymi rycerzami, zdecydowanymi raczej umrzeć, niż ustąpić, oraz z mieszanym tłumem [ludzi] różnego stanu i wieku, którzy byli zamknięci w zamku. Wypadają niemal w samo południe, kiedy wrogowie byli raczej pogrążeni we śnie albo zajęci ucztowaniem. Krzyk, jaki podnieśli wszyscy, nawet dzieci, wprawił księcia Władysława i jego wojsko w długotrwałe osłupienie i zdziwienie. Większość bowiem uważała to za szaleństwo, a nie za odwagę. Kiedy zauważyli, że oni szybko podążają w ich kierunku szeroką ławą gwałtownie przerażeni [tym] wszystkim, nie mając czasu ani naradzić się, ani wydobyć broni, wpadli w popłoch. Wtedy najpierw powstało zamieszanie, czy to dlatego, że jakieś ukryte bóstwo przejęło ich strachem, czy też dlatego, że widzieli, że są nadzy, nieprzygotowani i bezbronni, czy też, że zwątpili w swoją sprawę i przyszłą walkę, w której trzeba było niesłusznie chwycić za broń, jakby byli otoczeni w koło zasadzkami. Różni różne podejmowali środki obrony, a nikt nie wiedział, co by właściwie należało zrobić.

Strach z powodu zamieszania i zgiełku ogarnął nie tylko ludzi, ale i konie. Garstka bezbronnych chwyciła pierwsze z brzegu konie; ci, natknąwszy się na maszerujących w szyku i uzbrojonych, wnet giną rozproszeni i na pół senni zostają pobici. Niektórzy starali się ratować co cenniejsze rzeczy. Różnie oceniano sytuację, a z powodu zamieszania nikt nie bronił wspólnej sprawy. Kiedy podpalono obóz wrogów, pożar zaczął się szerzyć, ponieważ podsycała go sucha jak pieprz słoma i wiklina, którymi były pokryte namioty. Nastąpiła potem ucieczka, a następnie rzeź tych, którzy starali się szukać schronienia przed ogniem i mieczem. W niedługim czasie wielkie wojsko złożone z Polaków i Rusinów zostało rozbite i rozproszone, a obóz spalony. I kiedy rozprószyli się w ucieczce na wszystkie strony, konni, ścigający uciekających sprawili wśród zbiegów wielką rzeź, szczególnie wśród Rusinów. Niektórzy tonąc, napełnili trupami rzeki Wartę i Głównę, nad którymi toczyła się walka. Książę polski Władysław, uciekając z książętami ruskimi i kilku towarzyszami, opuszczony przez swoich, zmierzał w kierunku Krakowa.

Smutny i znękany nieszczęściem, zmieniając konie, przybył do Krakowa bez orszaku rycerzy, jakby był pospolitym człowiekiem. Swoim przykładem dał współczesnym i potomnym ostrzeżenie, żeby nikt ufał we własną potęgę nie dążył nieubłaganie do ucisku drugich, łamiąc prawa boskie i ludzkie i nie słuchając zbawiennych napomnień. Książęta Bolesław, Mieczysław i Henryk z umiarem wykorzystali swoje zwycięstwo. Wszystkich Polaków, którzy dostali się do niewoli, obdarzyli wolnością. Od tego czasu ich spór z Władysławem przybrał pomyślny obrót i w krótkim czasie odzyskali wszystko, co im zabrał. Zdobywszy nadto zamki księcia Władysława i trzech książąt ruskich i wzbogaciwszy się różnymi łupami, zdobytymi na jednym i drugim wojsku, polskim i ruskim, dla zapewnienia sobie posiłków uzbroili wielu żołnierzy nie tylko spośród swoich, ale także z obcych. Książęta ruscy: Świętosław, Izasław i Wszewłodzimir uciekając, przybyli do Krakowa, stąd pozbawieni żołnierzy i zasobów, wrócili z garstką towarzyszy na Ruś.

000308A5ERMWPU55-C322-F4

Władysław, zwątpiwszy w swoje powodzenie, zostawia żonę i synów w Krakowie i ucieka do króla rzymskiego. Po zajęciu jednak Krakowa, wysłano do niego żonę z synami, a Bolesława wybrano na władcę.

Bolesław, Mieczysław i Henryk po odzyskaniu swoich księstw dzięki godnemu podziwu poparciu i zgodzie wszystkich baronów i szlachty (prócz tego bowiem, że rycerze polscy żywili głęboką nienawiść do niesprawiedliwego najeźdźcy Władysława, zwrócili się też ku tej stronie, która już zaczęła cieszyć się powodzeniem), zgromadziwszy wojska zarówno konne, jak piesze, podchodzą pod miasto i zamek Kraków, w którym po ucieczce przebywał Władysław, by wypędzić stąd Władysława i pomścić swoje krzywdy i straty, zanim [książę] zbierze siły po klęsce pod Poznaniem. [Byli bowiem] przekonani, że jeśli on obejmie władzę nad Polską z pomocą Rusinów wznowi kiedyś przeciw nim wojny. Lecz książę Władysław przerażony klęską pod Poznaniem, bez wojska, broni i łupów, nie mając zaufania do nikogo, wszędzie i zawsze niepewny, ponieważ wszyscy się od niego odwrócili, zostawiwszy na zamku w Krakowie żonę i trzech synów, by nie wpaść w ręce zagniewanych i słusznie niechętnych mu za jego sprawki braci, uciekł z Krakowa do Raciborza.

Stąd zaś przez Śląsk do Niemiec, do króla rzymskiego Konrada, by błagać go o pomoc. Mieszkańcy zaś Krakowa, stawiwszy przez parę dni opór oblegającym miasto książętom Bolesławowi, Mieczysławowi i Henrykowi, kiedy w końcu zobaczyli, że Władysław i jego synowie nie rokują im żadnych nadziei, otwierają bramy ułożywszy się, by ich nie potraktowano jak wrogów. I tak po kilku dniach poddał się zamek z żoną i synami Władysława. Księżnej ani nie ukarano, ani nie potraktowano surowo, choć wielkość doznanej krzywdy, a nadto niektórzy [panowie], a szczególnie przyjaciele komesa ze Skrzynna, Piotra, domagali się tego natarczywie. Nie spotkała jej żadna krzywda ani zniewaga. Rozgoiyczeni i pałający słusznym gniewem zwycięscy książęta i szwagrowie okazali jej pełny szacunek. Ponieważ jednak było rzeczą jasną że jak długo ona jest w Polsce, kraj nie może zaznać całkowitego spokoju, i książęta obawiali się, żeby komes Piotr ze Skrzynna lub jego krewni i bliscy nie pomścili kiedyś krzywdy oślepienia go, znieważając ją lub zabijając, by jej nie spotkała hańba lub śmierć, a nadto, by nie buntowała książąt, z trzema zrodzonymi z Władysława synami: Bolesławem Wysokim, Mieczysławem i Konradem Laskonogim, została odesłana do swego męża.

I ta [Krystyna], która tak gorąco pragnęła cudzych księstw, słusznym wyrokiem Bożym straciła własne. Książę polski Władysław widząc, że przybywa do niego wygnana z Polski z dziećmi jego żona Krystyna, zmartwił się podwójnie: że stracił księstwa w Polsce i że musi z żoną i synami iść na wygnanie w obce kraje, by żyć o cudzym chlebie. Wtedy też po raz pierwszy pod wpływem nieszczęść, które go spotkały, uznał swoją winę wobec Boga i braci i głęboko żałował tego, że odrzucił napomnienia arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba. Po raz pierwszy też wówczas zaczął żałować, że [usłuchał] kobiecej rady, która —jak zrozumiał — była raczej zgubna niż pożyteczna.Po wygnaniu z Polski księcia Władysława, a następnie jego żony Krystyny oraz synów, zapanował we wszystkich dzielnicach Polski całkowity spokój. Najstarszy z braci z drugiego małżeństwa Bolesław z przydomkiem Kędzierzawy, otrzymał za zgodą braci, panów oraz wszystkich baronów i rycerzy zwierzchnie księstwo i władzę monarszą.

Zachowując w całości swój dział: księstwo Mazowsza i Kujaw, otrzymał nadto dodatkowo księstwo krakowskie pod tym warunkiem, żeby sprawował pieczę nad młodszym bratem Kazimierzem, któremu ojciec nie zostawił żadnego działu. Ten, podcinając wszelkie korzenie chciwości, pod wpływem których — jego zdaniem — Władysław wywołał burzę krwawych wojen i rzezi między braćmi, darzył wszystkich braci serdeczną miłością. Okazał się wobec nich nie tylko bardzo skromny, ale i hojny, odstępując i oddając im wiele należących do niego posiadłości. Tą szczodrobliwością i umiarkowaniem sprawił, że wszyscy darząc go pełnym zaufaniem, byli mu posłuszni, a bracia wypełniali jego rozkazy bez sprzeciwu i szemrania. Podjął się także opieki i wychowania młodszego brata Kazimierza, którego skromność, dobre wychowanie i zalety ponad wiek były znane wszystkim. W tym czasie Polacy zupełnie naocznie przekonali się, jak bardzo ważną rzeczą jest sprawiedliwość, która, im haniebniej została podeptana, tym więcej bierze górę, a na tych, co ją lekceważą, ściąga pomstę, karząc surowo ludzi dopuszczających się wobec niej przewinień i zbrodni.(…)

605_foto_918x800

Linki:

Zmartwychwstanie Polaka z roku 1074

Czy ludzkość zamieni się w UFOnautów ?

Spożywczy Mk-Ultra – komputerowy pomiar jego poziomu

Duchowy stan wojenny – chwasty atakują !

Duchowe oblicze psychologii zachwaszczonych grup

Duchowy tlen – nie pozwólmy by nas zadusiły chwasty

UFO-holizm

Czy Polska zostanie wywyższona w potędze i świętości ?

Odkryto ślady człowieka sprzed 3 milionów lat !

Hiszpania: lewica niszczyła krzyż i śpiewała „Międzynarodówkę”, ale… „coś poszło nie tak”. Są ranni

USA: miasto wydało zgodę na postawienie pomnika szatana. Wcześniej usunięto obelisk z krzyżem

Szwedzcy naukowcy: dzieci stanowią zagrożenie dla środowiska, bo produkują dwutlenek węgla

Pycha PiS

Londyn: szkoła ortodoksyjnych żydów zostanie zamknięta. Nie propagowała LGBT

Za „MAŁĄ INSTRUKCJĄ co musi się stać, żeby powstał Majdan” stoi Michał Broniatowski, bohater książki „Resortowe Dzieci”, powiązany z ITI były członek rady nadzorczej TVN oraz Onetu. W roku 2013 powołał on na Ukrainie stację Espreso TV, mocno zaangażowaną w rewolucję i „Majdan”. Jako naoczny świadek opisał krok po kroku warunki konieczne do zrewoltowania tłumów. Przeanalizowana przez niego (i odrzucona) lokalizacja „Majdanu” na placu Defilad w Warszawie wskazuje, że tekst skierowany jest do odbiorcy polskiego, a autor rozważa podobny do ukraińskiego scenariusz w naszym kraju.http://www.pch24.pl/ataki-na-poslow–nieustanne-protesty–watek-polskiego-majdanu–kto-chce-przemocy-w-polityce-,53213,i.html#ixzz4nMEdX7Lk

MFW nakazuje dalszą walkę z gotówką

clip_image004

Proroctwo kardynała Wojtyły z roku 1976 ! Atak struktur zła na chrześcijaństwo !

30 srebrników…

Spożywczy MK ultra !

Marian Kowalski demaskuje folksdojczów | KOD, PO, Martin Schulz | Ateizm Urojony

Profesor Jerzy Robert Nowak – PO, czy Nowoczesna to jest po prostu Targowica!

Wojna cywilizacji. Zobacz film o bohaterskiej obronie życia

Zdelegalizować Platformę! Drżącym głosem Marian Kowalski

Elity oczekuja na Abaddona – dochodzenie Toma Horna i Josha Pecka

Nie Uwierzysz. Ślady wysoko rozwiniętych cywilizacji sprzed milionów lat [odc.arch.08.03.2011]

Frank Turek – I Don’t Have Enough Faith to be an Atheist

Dobre(11)Słabe(0)

Jedna opinia do Polska z XII wieku przypomina tą z XXI – odeprzeć atak nowego MkUltra

  1. Mag Chaosu pisze:

    Póki co ważna petycja do podpisania:
    http://petitiongo.org/en/petition/zdelegalizowac-w-polsce-dzialalnosc-wszystkich-fun

    Dobre(1)Słabe(0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>